x

Polecamy przeczytać

Polecany artykuł

Test: Opla Ampera. Odyseja kosmiczna

24.04.2013, 09:44 przez Bogusław Korzeniowski

Zanim zacznę prezentację tego fascynującego auta, muszę zdradzić trochę „dziennikarskiej kuchni”.

Dziennikarz motoryzacyjny ma prawo określać co jest innowacją techniczną. Ma on bowiem styczność z nowościami i technologiami stosowanymi w samochodach w dużo większym zakresie, niż ktokolwiek inny. O ile bowiem szefowie techniczni w firmach importerskich znają bardzo dokładnie wszystkie rozwiązania w swych produktach i to oni przekazują tą wiedzę dziennikarzom, to z reguły mają bardzo mgliste pojęcie o rozwiązaniach konkurencji. Tymczasem dziennikarz nie zna wprawdzie wszystkich niuansów techniki w danej firmie, ale ma rozeznanie, kto z konkurentów zrobił faktyczną innowację techniczną. I z pewnością modele Chevrolet Volt/Opel Ampera (gdyż są to te same rozwiązania techniczne) są taką innowacją.

Drugą wiadomością, która w przypadku Ampery ma kolosalne znaczenie, jest fakt, że wiele z samochodów jest „dotykana” przez dziennikarza po raz pierwszy. Z reguły odbywa się to w następujący sposób: odbiór kluczyków od importera, wejście do samochodu i… w drogę. Tym samym nie ma czasu na czytanie instrukcji i dowiadywania się, do czego służy jakiś przycisk. Po prostu wsiadamy i jedziemy. Tu więc ogromne znaczenie ma ergonomiczne ułożenie przycisków i rozmieszczenie ich w sposób intuicyjny, gdyż wszystkie ekstrawagancje stylistyki kokpitu spowodują tylko problem. Nic więc dziwnego, że podejście do samochodu tak ultranowoczesnego wywoływało obawy. Jednakże były one całkowicie zbędne.

Pierwsze chwile

Po wejściu zobaczymy wprawdzie konsolę środkową i dźwignię zmiany biegów przypominające statek kosmiczny, ale wyraziste i uporządkowane rozmieszczenie przycisków oraz znana z innych modeli Opla obsługa komputera pokładowego szybko uspokoi kierowcę. Logujemy więc telefon komórkowy jak w innych modelach GM i naciskamy przycisk uruchomienia silnika. Wprawdzie wewnątrz jest absolutna cisza, ale - jak w modelach elektrycznych -  zapalone kontrokli sugerują gotowość do jazdy.

Pociągamy więc dźwignię zmiany biegów (normalne ustawienia P, R, N, D jak w tradycyjnym automacie), na wyświetlaczu przed kierowcą pokazuje się literka aktualnego przełożenie i… delikatnie ruszamy. Pierwsze chwile jazdy są odmienne niż w normalnym pojeździe. Jedynym dźwiękiem, jaki dochodzi do wnętrza jest bowiem szum opon. Oprócz braku dźwięku silnika odczuwalny był również brak drgań, jakie przenoszone są przez jednostkę spalinową. Okazuje się bowiem, że nawet najlepiej odizolowana od drgań silnika karoseria Mercedesa, czy Lexusa ma jednak minimalne drgania, które są odczuwalne przez kierowcę. Tymczasem tutaj… nic.

Dziwnym zjawiskiem był też przyrost prędkości. Do 50 km/h Ampera rozpędza się szybciej niż Insignia OPC, a dodatkowo w OPC mamy wówczas charakterystyczny dźwięk rasowego wydechu. Tutaj zaś… znowu nic.

Jak wspomniałem na początku, dziennikarz motoryzacyjny często otrzymuje do testów pojazd będący nieznaną konstrukcją, więc po przejechaniu jednego, dwóch kilometrów przyzwyczaja się do nowego auta. Ponieważ zaś nie ma czasu na czytanie instrukcji, bardzo ważna jest intuicyjność oraz oznaczenia wszystkich rozwiązań. Trzeba przyznać że w Oplu Ampera wszystko działało bez zarzutu. Na wyświetlaczu za kierownicą były bowiem dwa wskaźniki: jeden to bateria pokazująca stan naładowania i wskazanie zasięgu jaki jeszcze można pokonać wykorzystując zmagazynowany prąd. Drugi wskaźnik był zaś piktogramem dystrybutora pokazującego poziom paliwa w baku, przy którym był zasięg na benzynie. Zatem niby normalna hybryda, ale… nic z tego.

czytaj dalej »

Podobne artykuły

Premiery
Jetta Hybrid w Polsce. Wyprzedzi konkurencję?
brak komentarzy
Innowacje
Test Toyota Prius Plug-in - prawdziwe auto przyszłości
brak komentarzy

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Artykuły polecane

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.