Test DS3 1.6 THP

17.03.2016, 11:26 przez Dawid

Citroën rozpoczął proces rebrandingu modeli DS, czyli przekładając z języka korporacyjnego, którym się zresztą brzydzę na nasz – DS pomału wybija się w strukturze PSA na samodzielność. Nic więc dziwnego, że lekko odmieniony DS 3 ma za zadanie jeszcze silniej powalczyć o prym w klasie z Mini, Audi A1 czy Alfą Romeo MiTo. Nie będę jednak rozwodził się nad szansami DS 3 w starciu z tymi trzema małymi tytanami, chociaż te na pewno są wyrównane. Skupię się jedynie na przyjemności, jaką dostarczył mi ten bardzo szybki zawodnik!

Nazwa DS (z ang. Different Spirit) nawiązuje do legendarnego DS-a, ale tak naprawdę ten mały wariat nie ma za wiele wspólnego ze swoim wielkim przodkiem. W jego żyłach, a już szczególnie w opisywanej wersji płynie krew prawdziwych bezkompromisowych Grand Turismo Iniezione. I choć jego bryła ma już 6 lat, po niedawnym liftingu wygląda ciągle młodo, przyciągając spojrzenia przechodniów – tym bardziej, że można go na tak wiele sposobów personalizować!

Patrząc na DS 3 z zewnątrz trudno uwierzyć, że oparto go na poczciwym Citroenie C3. Choć niewielkie rozmiary zewnętrze świadczą o miejskim, spokojnym użytkowaniu, muskularność oryginalnie zaprojektowanej karoserii zdradza raczej ostrzejszy charakter auta. Z przodu ogromne, tak charakterystyczne dla rodziny DS-ów światła przyozdobione są olbrzymim zderzakiem z niewielkim grillem i tworzą z chromowaną listwą coś na kształt uśmiechu.

Stylistyczne San Francisco zaczyna się jednak dopiero na wysokości przejścia błotnika w słupek A. Od niego bowiem opadające ostrym łukiem długie drzwi komponują się z niezwykle fikuśnie poprowadzonym słupkiem B, który wcina się w tylną szybę. Spokojny tył maksymalnie rozciągnięty na boki masywnym zderzakiem z podwójnym wydechem wystającym z atrapy dyfuzora podkreślony jest bardzo oryginalnie wyglądającymi lampami. Całość dopełniają stylistyczne akcenty; dach i lusterka pokryte szarym wzorem w kratę oraz artystycznie zaprojektowane felgi, na które naciągnięto niskoprofilowe opony. Gdy stoi się z boku DS-a ma się wręcz wrażenie, że został on złożony z dwóch różnych samochodów, ale nie jest to wrażenie tragikomiczne, jak w przypadku paskudnego Fiata Multipli. Tu wszystko do siebie pasuje.

 W środku również jest ekstrawagancko i sportowo zarazem. Projekt deski rozdzielczej nie może się nie podobać; zegary ukryte w tubach za świetnie leżącą w rękach, uciętą u dołu kierownicą, panel klimatyzacji (niestety jednostrefowej) przypominający zestaw wskaźników, sportowa gałka zmiany biegów – a wszystko to otoczone licznymi akcentami z chromu daje wrażenie, że siedzimy w samochodzie klasy Premium. To, co trochę przeszkadza w tym bardzo pozytywnym na pierwszy rzut oka odbiorze, to gdzieniegdzie tanie materiały wykończeniowe, których nie powinno tu być, bardzo mało intuicyjna obsługa nawigacji i sprzętu audio oraz trochę za dużo „fortepianowego” plastiku. W aucie, które aspiruje do czegoś więcej, niż tylko bycie miejską, luksusową torebką na kołach wolałbym widzieć więcej matu. Ale to być może tylko moja opinia.

Złego słowa nie mogę natomiast powiedzieć o fotelach, które nie tylko wyglądają na masywne, ale też w praktyce takie są. Ciało trzymane w nich nie ma żadnych szans nawet o milimetr przesunąć się na boki. Minusem dla niektórych może być fakt, że ich budowa mocno ogranicza przestrzeń dla pasażerów tylnej kanapy, ale kto o zdrowych zmysłach przewoziłby w takim aucie kogoś z tyłu? Tym bardziej, że tylna kanapa jest dość twarda i bardzo ciężko się na nią wdrapać. Z przodu natomiast miejsca nie brakuje – zarówno nad głową , jak i na nogi jest go więcej niż wystarczająco. 275-litrowy bagażnik również nie należy do najmniejszych w klasie i spokojnie wystarczy na szybki wypad w góry.

 I tu przechodzimy do meritum. Taki wypad w góry ma bowiem sens nawet bez bagażu, nawet bez osoby towarzyszącej na fotelu pasażera. On ma sens nawet tylko wtedy, gdy góry będziemy oglądać zza szyb DS-trójki, uśmiechając się od ucha do ucha podczas pokonywania każdego następnego zakrętu na krętej, górskiej drodze. DS 3 prowadzi się bowiem jak weteran toru wyścigowego. Jest przyjemnie podsterowny, a przy mocnym dohamowaniu w zakręcie staje się nagle lekko nadsterowny. Pozwala to na zabawę redukcją biegów w zakręcie i wprowadzanie w kontrolowany poślizg (trakcja i ESP są na szczęście wyłączalna). W dodatku połączenie na linii kierownica-skrzynia biegów jest tak perfekcyjne, jak w żadnym testowanym dotąd przeze mnie francuskim aucie. Powiem szczerze, że dawno już z taką przyjemnością nie wachlowałem przyjemnie w rękach leżącym lewarkiem o idealnych, sportowych przełożeniach. Warto też dodać, że zawieszenie, choć potrafi bardzo mocno przykleić opony do asfaltu, w codziennej jeździe nie przeszkadza swoją twardością. Takie powinno być każde auto predestynujące do miana GTI!

Jakby tego było mało, również silnik nie pozostawia wątpliwości z jakim autem mamy do czynienia. 156 KM czyni z tego „malucha” prawdziwego potwora. Pierwsze 100 km/h pojawia się już po 7,3 sekundy, a rozpędzanie wciska w fotel aż do odcięcia przy około 210 km/h. Więcej naprawdę nie potrzeba. W dodatku DS 3 1.6 THP należy do tych aut, w których czuć przyspieszenie, co w przypadku nowoczesnej motoryzacji wcale nie jest takie oczywiste. Jedynie dźwięk jednostki napędowej nie powala, a powiem więcej – nawet męczy jednostajnym gwizdem. Na szczęście z rury wydechowej odgłos, o czym możecie się przekonać oglądając filmik poniżej – jest o wiele przyjemniejszy.

Duże zaskoczenie, dodam pozytywne, spotkało mnie na stacji benzynowej. Normalnie traktowane DS 3 1.6 THP potrafi zadowolić się ok. 7 litrami bezołowiowej w mieście. Podczas bardzo ekonomicznej jazdy udało mi się wieczorem w Warszawie uzyskać imponujący wynik (dane z komputera) 6,1 litra/100km. Na trasie ta wartość może spokojnie jeszcze spaść o litr. Podczas szybkiej jazdy po miejskich arteriach, spalanie utrzymywało się w przedziale 9,5- 10 litrów. Ekstremalna jazda oznacza podwyższenie tego wyniku o kolejne 2 litry. Nadal, zważywszy na możliwości tego auta i fun, jaki ma się za jego kierownicą, to dla mnie rewelacja!

 Podsumowując, gdybym miał wybrać nowe auto do codziennej jazdy dla siebie, mocno zastanowiłbym się nad DS 3 z tym dokładnie silnikiem. Jest mocny, elastyczny i zadowala się umiarkowanymi ilościami paliwa. W dodatku aktualna cena ok. 79 tys. zł, przy bogatym wyposażeniu i bardzo mocnej jednostce pod maską, wydaje się zapraszać do salonów sprzedaży. Gdybym miał się do czegoś przyczepiać, to poprawiłbym brzmienie tego czterocylindrowego silnika oraz pomyślałbym o zmatowieniu plastików na desce rozdzielczej. Jeżeli jednak mam napisać coś o tym aucie prosto z serca, to muszę to powiedzieć, że DS 3 zauroczył mnie, baaa – on mnie motoryzacyjnie uwiódł. Mało jest bowiem na rynku samochodów, które potrafią dostarczyć tak bezpretensjonalnych emocji. Poważnie!

Adam Gieras

Po więcej zapraszamy na www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.