Test Renault Megane 1.2 TCE 130 KM Bose - Porządny kompakt

04.07.2016, 12:10 przez Dawid

Ten test rozpocznę wyznaniem: zawsze lubiłem Renault Megane! Bo jak tu nie lubić tak fajnego samochodu?

Zacznijmy od początku. Pierwsza generacja Meganki weszła na rynek w 1995 roku, zastępując nieco zapomniany już dziś model 19 (kiedy ostatnio widzieliście takie auto na ulicy?). Już w standardowej wersji nieźle wyglądała, a wisienką na torcie była wersja coupe. Pamiętacie, że był nawet puchar Megane Coupe w Rallycrossie?

Z debiutem drugiej generacji auta (rok 2002) wiązał się duży szum medialny. W owym czasie styliści Renaulta zebrali się na odwagę i świeżo po wypuszczeniu awangardowego Avantime’a i śmiałego Vel Satisa, nadal nie przestawali szokować. Również kompaktowy model otrzymał dawkę designerskiej fantazji w postaci nietypowo narysowanej tylnej części nadwozia w wersji hatchback.
To, co początkowo szokowało, szybko stało się normalne. Nabywcy zaakceptowali wygląd samochodu, tłumnie ruszali do salonów, a i dziś trzeba przyznać, że Megane II nie wygląda źle – może prócz nieco zbyt „tureckiej” wersji sedan.

Trzecia generacja modelu była stylizowana bardziej zachowawczo, ale nadal pozostawała miła dla oka. Powróciła nazwa Megane Coupe (w generacji drugiej było tylko coupe-cabrio CC), choć tym razem oznaczała po prostu dość agresywnie stylizowaną odmianę 3d.
Najmocniejszą jej ewolucją była nawet 275 konna wersja RS. I choć RS pojawił się już w drugiej generacji modelu, to dopiero w „trójce” stał się jednym z najlepszych współczesnych hot hatchy.

Z czwartą generacją Megane mamy do czynienia zaledwie od kilku miesięcy. Odmiana, która wpadła w moje ręce, to (niestety) nie RS. Na marginesie, przyszłość tej wersii ponoć stoi pod znakiem zapytania, bowiem Renault nie dysponuje w tej chwili silnikiem zdolnym wytworzyć odpowiednią moc, a przy tym spełniającym aktualne normy emisji spalin.

Miałem okazję pojeździć wersją Bose 1.2 TCE. Zamiast 275 koni jest ich tu 130, z benzynowego silnika z turbodoładowaniem.

Do silnika przejdziemy jednak później. Teraz skupmy się na tym, co w Megane czwartej generacji naprawdę robi wrażenie. Mowa o wyglądzie zewnętrznym.
Słyszałem już opinie, że to najlepiej wyglądające auto w tym segmencie. Wiecie co? To może być prawda. Megane ma ładny, proporcjonalny kształt, miłe dla oka przetłoczenia i świetne, tylne reflektory, które poszerzają optycznie sylwetkę auta i doskonale wyglądają po zmroku.
Do tego samochód jest lekki w rysunku i do twarzy mu w szarym – choć moim faworytem jest niebieski lakier z usportowionej wersji GT (205 KM).

Nieco gorzej jest we wnętrzu, zaprojektowanym według najnowszej mody na olbrzymie ekrany dotykowe. Oprócz ekranu jest tu raczej skromnie i dość kanciasto. Niektórym z pewnością nie przypadnie do gustu szeroki i wysoki tunel środkowy, inni nie polubią małej ilości miejsca na tylnej kanapie.
Lubić da się za to wygodne fotele, pozwalające na zajęcie niskiej pozycji za kierownicą. Długi drążek zmiany biegów ułatwia szybkie wrzucanie przełożeń, zaś kierownica nieźle leży w dłoniach. Chwili przyzwyczajenia wymaga typowe głównie dla francuskich aut sterowanie radiem nie z samej kierownicy, a z umieszczonego za nią pilota – ale do tego rozwiązania da się przekonać.
Materiały użyte do wykończenia wnętrza są przyzwoitej jakości, choć ich spasowanie w niektórych miejscach mogłoby być lepsze. Na wybojach słychać czasami lekkie skrzypienie gdzieś z okolic lewej strony deski rozdzielczej.

Bagażnik ma 434 litry - jeśli komuś to nie wystarczy, zapewne gamę uzupełni wkrótce wersja kombi.

Testowany egzemplarz wyposażony był w zestaw audio renomowanej firmy Bose, który jednak mocno rozczarowuje i zapewnia tylko co najwyżej przeciętne brzmienie.

Główną atrakcją wnętrza jest wspomniany już ekran dotykowy, który staje się także – według mnie – największą wadą tego samochodu.
Rozumiem, że takie ekrany są teraz modne, a w dodatku taniej jest zamontować tego typu rozwiązanie, niż tworzyć osobne przyciski i panele dla poszczególnych funkcji… ale spróbujcie zrobić coś szybko, bez odwracania uwagi, jadąc po wyboistej drodze. Nawet zmiana siły nawiewu wymaga zbyt dużej ilości kliknięć i absorbuje bardziej, niż byśmy tego chcieli.
To prawda, w menu jest ukryta cała masa opcji. Niektóre z nich są przydatne, inne ciekawe (masaż w fotelach), inne raczej zbędne (wszelkie ekrany pokazujące nasze dokonania w dziedzinie ecodrivingu). Tak czy inaczej, dobrze by było wziąć kilka dni urlopu, by móc w spokoju odkrywać zakamarki ekranu nowej Meganki.


Gdy jednak uda nam się wszystko ustawić tak, jak chcemy, pora ruszyć z miejsca. Jak już wspominałem, umożliwi nam to turbodoładowany, benzynowy silnik o pojemności 1.2 litra i mocy 130 KM. Wbrew ostatnim trendom i mimo poważnego downsizingu, nadal mamy tu cztery cylindry.

Jak ta jednostka o niewielkiej pojemności radzi sobie z niemałym przecież samochodem?
Na szczęście zupełnie nieźle.
Przyspieszenie do 100 km/h według katalogu trwa 10.6 sekundy, co w zupełności wystarcza w mieście. Także w trasie wyprzedzanie nie sprawia żadnych problemów. Silnik ma ochotę na przyspieszanie niezależnie od biegu, żywo reaguje na gaz i całkiem miło brzmi (choć podejrzewam tu pewną ingerencje układu głośników). Maksymalny moment obrotowy jest tu osiągany nisko, bo już przy 2000 obrotów na minutę, ale nawet bliżej czerwonego pola silnik nie traci wigoru.

Zawieszenie nie rozczarowuje - nie jest zbyt twarde i jak na Francuza przystało, sprężyście resoruje. Jednocześnie na zakrętach nie czujemy się, jak w łajbie na wzburzonym morzu, auto jest przyjemnie pewne. Układ kierowniczy nie wygrywa konkursów w kategorii precyzji, ale w zupełności tu pasuje i wystarcza.

Spalanie jest typowe dla nowoczesnych aut tej wielkości i z taką mocą. Średnio to około 8 litrów - jazda w trasie pozwala na osiągnięcie wyniku mniejszego o litr, natomiast w mieście rezultat kształtuje się w granicach 8.5-8.7 litra.

Podsumowując, Megane w żadnej kategorii nie zachwyca - no, chyba że ktoś naprawdę zakocha się w jego stylistyce, co mogę zrozumieć. W każdej jest jednak mocnym graczem. Francuzom udało się zrobić to, co robili za każdym razem, gdy tworzyli kolejną generację tego modelu - powstał kompetentny, wygodny samochód do codziennego użytku, którego ciężko nie polubić. Można się czepiać trudnego w obsłudze dotykowego ekranu, ale taka jest teraz moda w motoryzacji i tego trendu nie powstrzymamy.
Megane jest też rozsądnie wycenione. Koszt testowanego egzemplarza to nieco mniej, niż 90 000 zł, co zważywszy na kompletne wyposażenie (z nawigacją, masażem w fotelach i wyświetlaczem HUD) nie szokuje.
Fajne auto!

Mikołaj Adamczuk

Fot: Dominika Szablak

Po więcej zapraszamy na www.motopodprad.pl 



Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.