Test BMW 218i Active Tourer Luxury Line - van, który nie boi się zakrętów

19.07.2016, 11:04 przez Dawid

Wprowadzając na rynek model 2 Active Tourer, BMW wbiło dwa gwoździe w napompowany swoją historią balonik. Nie dość, że zaprezentowało światu vana, to jeszcze z napędem na przednie koła. Czy taki Bawarczyk zasługuje na znaczek z biało-niebieskim śmigiełkiem? 

Patrząc na BMW 2 Active Tourer z zewnątrz, trudno poczuć fizyczny pociąg do tego auta. Wygląda jak... no jak van, ale w sumie nic w tym dziwnego. Skoro BMW uznało, że warto zaistnieć w tej klasie, to musiało trzymać się utartych schematów. A te prezentują się następująco: nie za długi przód, szybko podnosząca się linia dachu ostro zakończona opadającym tyłem. Voilà!

Z przodu mamy oczywiście wloty powietrza w kształcie nerek oraz bardzo dla monachijskiej marki charakterystyczne reflektory, ale ciężko mówić o jakiejkolwiek agresji, z którą przeciętne BMW powinno się kojarzyć. Również tył nie dostarcza rasowych emocji. Rozlane na boki światła, duża klapa i lotka na dachu. Jeżeli miało to wyglądać spokojnie, to tak właśnie wygląda. Jak dla mnie, BMW prawie niczym nie różni się od Kii Carens (fot. poniżej). Szkoda. Pytanie tylko czy zabrakło odwagi czy też klienci tej klasy aut wcale nie oczekują stylistycznych wariacji?

Miłośnicy Kii na pewno jednak pozazdroszczą BMW wnętrza - to jest naprawdę premium i w stu procentach w stylu Bawarczyków. Tu mały off-topic. Bez względu bowiem na to, do jakiego modelu Bayerische Motoren Werke wsiądziecie - od 1 do 4, włączając w to wszystkie wariacje typu coupe, gt czy suv - zajmując miejsce za kierownicą zobaczycie w zasadzie tę samą deskę rozdzielczą. Oczywiście znajdą się tacy, którym to nie pasuje. Inni natomiast zarzucą niemieckiej marce to, że tablice przyrządów jej modeli, a szczególnie zespoły zegarów lub jak kto woli wskaźniki, trącą już myszką. W obu przypadkach nie zgadzam się z krytyką. Dla mnie wnętrza nowych BMW są wystarczająco nowoczesne i bardzo czytelne, a o to w czasach współczesnej "tabletowej" motoryzacji coraz trudniej.

Wróćmy do meritum.

Tak jak już pisałem, wykonanie wnętrza 218 Active Tourer zasługuje na uznanie. Tym bardziej w wersji testowanej, czyli Luxury Line. Na siedzeniach skóra, na desce rozdzielczej i boczkach drzwi drewnopodobne listwy, większość plastików z górnej półki, a te pozostałe co najmniej przyzwoite - żadna część wykończenia nie wydaje niepokojących odgłosów. W kwestii wyposażenia również trudno być bardziej ukontentowanym. Mamy tu dobre audio i nawigację sterowaną i-Drive'em z dotykowym padem, pełną litanię systemów bezpieczeństwa, wyświetlacz head-up (moim zdaniem zupełnie zbędny), automatyczną skrzynię biegów, możliwość ustawienia jednego z trzech trybów jazdy czy aktywny tempomat. Do pełni szczęścia zabrakło jedynie otwieranego dachu i chłodzonych klimatyzacją foteli. Można to jakoś przeżyć.

Z przodu 2 Active Tourer miejsca jest wystarczająco dużo i sądzę, że nawet wysokie osoby będą się tu czuły swobodnie, z tyłu dwie osoby pojadą w naprawdę komfortowych warunkach. Trzech pasażerów kanapy będzie mogło mówić o wygodzie tylko pod warunkiem, że na środkowym miejscu usiądzie dziecko lub ktoś naprawdę szczupły. Aby podróż przebiegała przyjemnie także dla dzieci, które lubią coś przegryźć w trasie, w oparciach przednich foteli zamontowano dwa pomysłowe stoliczki. Nie jest to rozwiązanie rewolucyjne, ale na pewno bardzo przydatne. Za kanapą znajduje się 468-litrowy bagażnik - pakowny i ustawny z nisko ustawionym progiem załadunku, ale mógłby trochę większy.

Podsumowując wnętrze, jestem pewien, że przypadnie ono do gustu poszukującym harmonijnego designu purystom. W kwestii komfortu BMW powinno jeszcze dopracować wygodę przednich foteli - po 350-kilometrowej trasie dość mocno bolały mnie już plecy, a podczas jazdy ciężko było mi zająć na długo dogodną pozycję.

Przejdźmy do jazdy. Pod maską BMW 2 Active Tourer mogą pracować cztery silniki benzynowe, cztery diesle i jedna hybryda. Najsłabsze - 216i oraz 214d wystarczą tylko bardzo mało wymagającym kierowcom. Z kolei dla tych poszukujących wrażeń za kierownicą przygotowano: 225 i oraz 220d. Pod maską testowanego egzemplarza fabryka umieściła coś na kształt złotego środka, czyli drugi od dołu stawki silnik o oznaczeniu 218i.

Niech nikogo jednak to oznaczenie nie zmyli. Za liczbą "18" kryje się 1.5-litrowa, 3-cylindrowa jednostka o mocy 136 KM. Miałem już okazję poznać jej możliwości podczas testu Mini i muszę stwierdzić, że do małego sportowego auta średnio się nadaje. Bo ani dźwięk, ani możliwości w realnej jeździe nie zachwycają. Co innego w vanie. Owszem, dźwięk dalej nie urywa jajec, ale umówmy się - kogo to obchodzi. Ważne, że jednostka jest wystarczająco dynamiczna (9,6 sekundy od 0 do 100 km/h), ma całkiem przyjemną kulturę pracy (trzęsie budą tylko na zimnym), a w tandemie z 6-biegową skrzynią automatyczną staje się naprawdę wystarczającym wyborem na trasy.

Dla tych, którzy w podróży na wakacje lubią bić rekordy pewnie istotny będzie fakt, że mimo niewielkiej pojemności da się utrzymać prędkość podróżną na poziomie 180 km/h (sam nie próbowałem, ale wiem to z pewnego źródła). Pozostałym zapewne wystarczy informacja, że przy autostradowych 140 km/h BMW 218i Active Tourer nie męczy się i nie spala dramatycznych ilości benzyny. Przy takiej prędkości - o ile nie ma dużego wiatru - 7,2 litra/100 km to wynik realny do uzyskania. Jadąc 90-100 km/h da się zejść spokojnie o litr niżej. Jedynie w mieście średnie spalanie rzadko spada z okolic 10 litrów. Sporo, ale ten silnik nie należy niestety do szczególnie oszczędnych.

To, z czego inżynierowie BMW są chyba szczególnie dumni jest niewidoczne dla oka i niesłyszalne dla ucha. Chodzi o zawieszenie. Bez wątpienia mamy tu bowiem do czynienia ze świetnie prowadzącym się minivanem, który nie boi się ani wysokich prędkości, ani ostrych zakrętów. Minus jednak za to, że ciężko pogodzić perfekcję prowadzenia z wygodą. BMW 218 Active Tourer amortyzuje dość twardo przez co czasami, na nierównych drogach, staje się trochę zbyt męczące - szczególnie, jeśli będziemy pamiętać o jego przeznaczeniu. W testowanym egzemplarzu, dla kierowców często zmieniających sposób jazdy, przewidziano jeden z trzech trybów pracy, ale moim zdaniem nie warto do tego rozwiązania dopłacać. ECO PRO zabija bowiem przyjemność z jazdy, a w trybie SPORT tyłek na dziurach podskakuje jeszcze bardziej. Przez większą część testu jeździłem w trybie NORMAL.

Warto jeszcze dodać, że inżynierowie z Monachium, projektując dwójkę minivan, złamali żelazną zasadę w kwestii stosowania napędu. Ten jest teraz kierowany na przód (2 AT występuje też w wersji z x-Drive). Testowany egzemplarz opuścił fabrykę bez "iksa", a napęd na przód zupełnie mnie nie rozczarował. Tak naprawdę zapomniałem, że w tym BMW jest inaczej niż w reszcie gamy. Zresztą kto chciałby driftować vanem...

Podsumowując jazdę BMW 218i Active Tourer muszę powiedzieć, że to solidny, dobrze przemyślany samochód, który miał być złotym środkiem pomiędzy osiągami i przyjemnością z jazdy a możliwościami transportowymi. Mimo to, choć staram się zrozumieć zaistnienie BMW w tej klasie, to jednak niewypał. Są bowiem lepsze vany (choć może gorzej wykończone), są też lepiej jeżdżące samochody (szukając w BMW niech to będzie X1 albo zwykła 3-ka), które zapewniają bardzo podobną ilość miejsca w środku. Trzeba więc być naprawdę wielkim miłośnikiem marki, żeby udać się do salonu BMW po vana. Z drugiej strony, czy miłośnik marki mimo wszystko jest w stanie zaakceptować przedni napęd? Pozostawię to pytanie otwartym. Osobną kwestią jest cennik, który nie jest zbyt łaskawy dla portfela - w końcu to auto klasy premium. 131 600 zł za minivana z przeciętnie dynamicznym silnikiem, w wersji Luxury Line bez dodatków to dopiero preludium do tego, co może się wydarzyć. Okolice 200 tys. zł. wcale nie stanowią sztywnej granicy...

Adam Gieras

Po więcej zapraszamy na www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.