Test Hyundai i20 Active 1.0 T-GDI 100 KM – Koreańczyk w "terenowym" ubranku

08.12.2016, 11:59 przez Dawid

Około 10 lat temu mało kto słyszał o SUV-ach. Dzisiaj nie możliwe jest wyjechać na drogę, aby nie spotkać pseudo terenowego auta. Na fali popularności SUV-ów producenci zaczęli wprowadzać do swojej oferty samochody łączące cechy kilku wersji nadwoziowych czyli crossovery. Czym to może być spowodowane? Oczywiście, modą, i właśnie takim miejskim modnisiem chce być Hyundai i20 w wersji Active.

Uterenowione i20 prezentuje się nadzwyczaj bojowo w porównaniu do innych wersji koreańskiego producenta. Inne zderzaki oraz  nakładki na progi zmieniły nieco wymiary zewnętrzne Hyundaia i20, producent zwiększył również prześwit o 2 cm. To nie wiele i raczej nie możemy tutaj liczyć na jakieś wielkie podniesienie możliwości terenowych tego auta. Pojawiły się również plastikowe nakładki na nadkola, a na dachu srebrne relingi. Poza tymi zmianami jest to bardzo dobrze znane i20, którego uniwersalny design idzie z duchem innych modeli Hyundaia. Auto ma przede wszystkim podobać się większości osób, i to mu całkiem dobrze wychodzi. Moim ulubionym elementem są tylne lampy. Zarówno te główne, które mają w sobie coś z Alfy 159, jak i te okrągłe, wtopione w zderzak, charakterystyczne tylko dla wersji Active.

O ile z zewnątrz możemy dopatrzeć się sporo elementów dedykowanych dla wersji Acvtive, tak we wnętrzu nie ma ich wcale. Żadnego logo, specyficznego wzoru tapicerki, czy innego detalu. Samo wnętrze zaprojektowane jest nieco powściągliwie i na tle konkurencji wygląda trochę blado. Próżno szukać tu np. dużego dotykowego ekranu na środku – w i20 postawiono na praktyczność; każdy element wyposażenia ma swój odrębny panel. Jest to jedno z tych aut, do, których się wsiada i się jedzie, a nie zastanawia się gdzie co jest i jak działa. Zatem po stronie plusów należy zapisać ergonomię oraz jakość zastosowanych materiałów, bo są po prostu dobre jak na ten segment. Bardzo ładnie prezentuje się nienachalne niebieskie podświetlenie przycisków. Trzeba pochwalić także ilość miejsca w środku. Hyundai i20 ma rozstaw osi wynoszący 2570 mm, dzięki czemu jest jednym z liderów segmentu jeśli chodzi o przestrzeń dla pasażerów. Narzekać, również nie można na bagażnik, bo oferuje 326 litrów, a po złożeniu kanapy aż 1042 litry.

Hyundai i20 Active dostępny jest z silnikiem wolnossącym 1.4 100 KM, turbodieslem 1.4 CRDi 90 KM  lub trzycylindrowym 1.0 T-GDI w dwóch wariantach mocy: 100 i 120 KM. W naszym testowanym modelu znajdował się, stukonny motor T-GDI, który jest jedynym wariantem sprzężonym ze skrzynią pięciobiegową. Dostępny jest też staromodny, czerobiegowy automat, ale tylko z benzynowym motorem 1.4. Pozostałe odmiany auta sparowane są z przekładnią sześciobiegową. Oczywiście o takich bajerach jak napęd 4x4 należy zapomnieć, bo jest to auto wyłącznie przednionapędowe. Przyznam się, że przy odbiorze samochodu nie sprawdziłem z jaką wersją mam do czynienia. Z jednej strony chropowate dźwięki spod maski sugerowały trzy cylindry, z drugiej przyzwoita dynamika, której nie powstydziłby się niejeden silnik czterocylindrowy. Typowo dla trzycylindrowca kultura pracy jest daleka od ideału, jednak silnik rekompensuje to dobrą elastycznością i dynamiką. Motor i20 chętnie wkręca się na obroty, a jazda w trasie nie stanowi problemu. Duże znaczenie ma tutaj oczywiście również niska masa Hyundaia. Z typowo eksploatacyjnych wad nadmienię tylko, że silnik bardzo wolno się nagrzewa. W chłodne, jesienno-zimowe poranki mija dosyć długi dystans zanim w kabinie w końcu zrobi się ciepło, a temperatura oleju podskoczy na tyle, żeby móc właściwie wykorzystać moment obrotowy pochodzący z turbiny. Spalanie też nie jest największą zaletą tej jednostki, bo średnia z testu wynosi nieco ponad 7 l/100 km. Od tak małego silnika można było spodziewać się nieco niższego wyniku.

Podczas jazdy Hyundaiem i20 Active miałem wrażenie, że zawieszenie jest sztywniejsze niż w zwykłej odmianie modelu. Jak na warunki miejskiego wozidła jest odrobinę za twardo, bo i20 Active  raczej samochodem sportowym nie jest, i nie potrzeba tu nadzwyczajnej stabilności w zakrętach. Na resztę podzespołów narzekać nie można; skrzynia działa lekko i precyzyjnie, układ kierowniczy jest zestrojony bardzo poprawnie, widoczność dobra, a zegary czytelne. Lista wyposażenia nie jest powalająca. Znajduje się na niej co prawda tempomat, ale zaledwie manualna klima, brak kamery cofania, czujnika zmierzchu i deszczu. Na zdecydowany plus zasługuje za to funkcja doświetlania zakrętów, która naprawdę działa. W innych samochodach, gdzie jest to realizowane za pomocą świateł przeciwmgielnych nie widać prawie żadnej różnicy. W Hyundaiu za doświetlanie odpowiedzialna jest dodatkowa żarówka w kloszu reflektora i to naprawdę pomaga. Lista opcji jest bardzo krótka i oprócz kolorów lakieru obejmuje dwa pakiety. Pakiet Premium kosztujący 6500 zł i oferujący między innymi nawigację i automatyczną klimę, wspomniane czujniki zmierzchu i deszczu oraz kilka innych dodatków oraz pakiet zimowy za 1000 zł oferujący podgrzewane fotele i kierownice, co nieczęsto zdarza się w tym segmencie. Trzeba zauważyć, że klienci nie mają możliwości personalizacji wnętrza, jak u konkurencji.

Podsumowując, Hyundai i20 Active  przypomina mi pieska rasy Yorkshire. Jest mały i hałaśliwy, ale pomimo swoich rozmiarów wydaje się krzyczeć 'ja wam pokażę!'. Gdy jednak spędzisz z nim trochę czasu okazuje się być niebywale wdzięczny i sympatyczny. I20 jest idealny dla kogoś, kto chce się wyróżnić w miejskiej gęstwinie. Pomoże w tym ciekawy bodykit oraz oryginalny kolor lakieru, jak w testowym egzemplarzu. Na minus należy zapisać krótką listę opcji dodatkowych, twarde zawieszenie i trochę zbyt wysokie spalanie litrowego silnika. Cennikowa wartość testowanego egzemplarza to 66 900 zł, ale obecnie w salonach Hyundaia można liczyć na promocyjny rabat 6500 zł, co odpowiada cenie dodatkowego pakietu wyposażenia. Na rynku są jeszcze dwa podobne auta: Volkswagen Polo Cross oraz Dacia Sandero Stepway. Cena Polo z silnikiem 1.2 TSI jest bardzo podobna do Hyundaia, jednak będzie on gorzej wyposażony. Dacia, jak to Dacia, będzie bardziej tandetna, ale bazowo tańsza aż o 20 tys. zł.

Wobec tego Hyundai wydaje się być złotym środkiem. Można go polecić ze względu na oryginalność i wciąż poprawiającą się jakość samochodów tej marki. Należy jednak pamiętać o tym, że SUV-em on nie jest i nigdy nie będzie, a jego terenowe właściwości mogą się przydać jedynie do pokonywania krawężników.

tekst: Bartłomiej Puchała 

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2021 CR PLUS Sp. z o.o.