Test Alfa Romeo Giulietta Veloce - urzeka jak dawniej?

31.01.2017, 16:26 przez Dawid

Giulietta to dowód na to, że Włosi potrafią uporać się z awaryjnością swoich aut. Do tego piękny wygląd, mocne silniki oraz świetne właściwości jezdne i Alfa Romeo staje się głównym celem dla miłośnika motoryzacji. A jak to wygląda w praktyce? Czy Giulietta nadal daje radę i olśniewa swoim blaskiem, czy najwyższy czas na następcę?

Giulietta Veloce, mogła nazywać się Milano albo 149. Ostatecznie otrzymała imię kobiety - pięknej Julii. W testowanej 240 konnej odmianie do tej pory na przednich błotnikach znajdowały się koniczynki, które podczas ostatniego liftingu zastąpiono znaczkami Veloce. Muszę przyznać, że jak dla mnie był to mały błąd, no bo piękno pięknem, ale „sportowość” tych aut od zawsze kojarzona jest z koniczynką. No, ale cóż, zmienili to zmienili. Chociaż mam dla nich kilka sugestii…

I wcale nie chodzi o wygląd zewnętrzny. Giulietta mimo 6 lat na”karku” nadal wygląda oryginalnie i można ją uznać za jeden z najpiękniejszych kompaktów. Przód auta nawiązuje do modelu 8C Competizione. Po ostatnim liftingu pojawiło się nowe Scudetto, czyli grill w kształcie litery V oraz przestylizowany dół zderzaka z czerwonym paskiem. Delikatnie przestylizowano też lampy, ale ich lejkowaty kształt, na szczęście pozostał niezmieniony. Poza tym delikatnie bez zbędnych pomysłów „ugładzono” przód auta. I bardzo dobrze. Przód nowej Octavii jest doskonałym przykładem na to jak łatwo popsuć wszystko jednym liftingiem. Włosi sobie na szczęście na to nie pozwolili.

Linia boczna Giulietty to istne dzieło sztuki. Lekkie przetłoczenia na wysokości przejścia błotników w drzwi dodają subtelności i elegancji, a tył z dużymi, zachodzącymi na klapę światłami i dwiema rurami wydechowymi wychodzącymi z dyfuzora wygląda równie szykownie. Wszystko to uzupełniają piękne 18-calowe falgi.

Tyle dobrego nie mogę powiedzieć natomiast o wnętrzu auta. Sory, ale kompletnie nie przemawia do mnie ten ciemny przeciętnie poukładany kokpit. Tutaj zdecydowanie przydałby się lifting. Duża i nieporęczna kierownica, niczym wyciągnięta z Wranglera, mało intuicyjny system mediów, nie urzekający także wyglądem, odstający ręczny, który w spoczynku wisi bezwładnie w powietrzu czy też niedoróbki montażowe: tu coś zaskrzypi, tam coś zapuka. I ta wszechobecna czerń. To wnętrze powinno być weselsze, o czym mówiliśmy podczas tego testu >>>klik<<<. Giulietta przeszła kolejny lifting, a kolorystyka wnętrza jak była tak jest grobowa. Mnie to strasznie razi. Niby mamy tutaj czerwoną nić, czy też plastik imitujący karbon, ale… No właśnie. Może jestem zbyt wybredny. Może żółto-czarne wnętrze Lancii Y, którą dawniej jeździłem za bardzo utkwiło mi w pamięci. Może Alfa 159 sąsiada z krwistoczerwoną skórą za bardzo rozpala moje zmysły, Może...

Przejdźmy dalej. Fotele są duże i fajnie wyglądają, ale w zakrętach nie oferują oczekiwanego podparcia. Poza tym pasażerowie kanapy w zasadzie wyłączeni są z obserwacji drogi – fotele ograniczają całą widoczność. Można powiedzieć, że to wszystko tylko detale i się czepiam, ale szybki kompakt za około 120 tys. zł (celowo nie używamy sformułowania hot-hatch) to nie tylko świetny wygląd zewnętrzny i spora ilość koni mechanicznych pod maską. To także styl, smak i nawiązania do motorsportu. I kogo jak kogo, ale Włochów napewno stać na więcej.

Dlaczego nie hot-hatch? 240 KM i 340 Nm, 6 sekund do setki. Wygląda dobrze, prawda? Owszem na papierze Giulietta wydaje się iście sportowa. Do tego dobry układ kierowniczy i poprawne zachowanie się zawieszenia w zakrętach, tym autem jeździ się naprawdę fajnie. Mam jednak kilka „ale”.Po pierwsze zawieszenie, które jest zbyt miękkie i nie staje się twardsze nawet w trybie Dynamic układu DNA. Ma to oczywiście swoje plusy na co dzień, podczas jazdy po mieście czy autostradzie. Na torze czy w chwilach potrzeby poczucia adrenaliny, gdzieś na krętych drogach, kierowca na pewno wolałby lepiej czuć to, co dzieje się pod autem. Druga sprawa to skrzynia biegów TCT. 6-biegowa, dwusprzęgłowa. Pasuje tu jak pięść do oka… Jest nieintuicyjna, ma wyraźne opóźnienia, czasami wręcz denerwuje przeciąganiem. Gdyby tu był manual… A tak, przez cały test jeździłem w trybie Dynamic operując skrzynią w trybie manualnym – do manetek nie mam zastrzeżeń. No i sprawa ostatnia, czyli system DNA, który nie ma kompletnie sensu. Tryby A i N robią z Giulietty tak bezpłciowe auto, że aż się robi przykro.

Ogromnymi atutami Alfy są na pewno silnik i jego brzmienie. Dźwięk dochodzący z wydechu jest kompletnie nienarzucający się, ale barwny i przyjemny dla ucha. Jest też w miarę oszczędnie, średnio około 10 litrów/100 km. Nie napiszę tego dokładnie, bo komputer w testowanym egzemplarzu był chyba uszkodzony. Na autostradzie przy prędkościach 140-150 km/h pokazywał 7,4 l/100 km, a na dwustukilometrowym odcinku drogi międzymiastowej, przy jeździe z dozwoloną prędkością 90 km/h aż 11,5 litra/100km… Te 10 litrów biorę więc z danych po dotankowaniu pełnego zbiornika Pb95 na stacji benzynowej w Toruniu.

Podsumowując. Giulietta, już nie QV nie magnetyzuje już tak jak robiła to 6 lat temu. Są od niej lepsi zawodnicy, tacy jak Peugeot 308 GTi,  VW Golf GTi, a na rynku używanych – choćby Renault Megane RS. Osobiście nie kupiłbym Giulietty, co nie zmienia faktu, że liczba wad nie przysłania zalet, w tym głównej – charakteru. Włosi nie robią nudnych samochodów. A pewne kontrowersje dodają przecież tylko pieprzu…

Adam Gieras

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Komentarze

Arecky

Komputer w testowanym egzemplarzu nie byl uszkodzony , po prostu byl tak ustawiony aby pokazywal ile km przejedziesz na 1 litrze ( masz to ujete na zdjeciu zegarow), mozna wejsc w menu i ustawic aby pokazywal l/km

4 listopada 2017 09:38:22 | ocena: 0 | oceń: |Odpowiedz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.