Test Volvo V90 T6 AWD Inscritpion – być jak gwiazda rocka

15.03.2017, 15:03 przez Dawid

„Volvo V90 pozwala poczuć się jak gwiazda rocka” – to zdanie może wydawać się totalnie bezsensowne. Czy aby na pewno?

Dawno nie jeździłem autem, które wzbudziłoby tak duże zainteresowanie na ulicy. Gdy zaparkowałem V90 pod biurem, słyszałem jak pracujący nieopodal robotnicy oglądają samochód, krzycząc jeden do drugiego „patrz, jakie Volvo!”. Chwilę później pewien pan zaparkował swoją Hondę Prelude tuż obok, po czym okrążył Volvo dwa razy i zrobił mu kilka zdjęć telefonem.

Trudno się dziwić. V90 jest bardzo ładne. Zdaniem wielu osób jest ładniejsze od sedana S90. Jego linie są nowoczesne, przy czym nawiązują do starych kombi Volvo. Podobny klimat. Patrząc na V90 widać, że pochodzi z tej samej epoki, co kanciaste „szwedzkie cegły” sprzed lat. Przy czym wygląda bardzo współcześnie i nie ma żadnych wątpliwości, że jest modelem, który zawitał na rynku. Mimo pięciu metrów długości, nie wygląda ociężale. Jest eleganckie, ale nie ostentacyjne.

Może tylko brązowy kolor nadwozia tu nie pasuje, ale jestem pewien, że znajdą się ludzie, którym ten kolor będzie się bardzo podobał. Ja natomiast zakochałem się w przednich reflektorach oraz tym jak V90 prezentuje się z profilu.

We wnętrzu jest jeszcze lepiej. Stylistyka jest bardzo podobna do tej z XC90, więc jeśli mieliście okazję obcować z najnowszym SUV-em Volvo, w V90 poczujecie się jak w domu. Niewątpliwie trzeba uznać to za duży plus, bo wnętrze XC90 jest klasą samą w sobie.

Jakość wykonania (miejscami wręcz biżuteryjna), spasowanie elementów, a przede wszystkim atmosfera – wszystko to jest dowodem na to, że szwedzka marka jest już pełnoprawnym członkiem klasy premium. W tym wnętrzu po prostu czuć luksus. Zarówno dosłownie, poprzez świetny zapach skóry, jak i metaforycznie. W V90 każdy poczuje się dobrze. Jak człowiek sukcesu – a o to przecież chodzi.

Testowany model to najbogatsza wersja Inscription. W związku z tym, o jak najlepsze samopoczucie kierowcy dba cała masa elektronicznych pomocników. Od kamer z każdej strony, przez czujniki kontrolujące każdy ruch samochodu i kierowcy, kończąc na rewelacyjnym zestawie audio Bowers & Wilkins, wartym każdej złotówki z 15 tysięcy, które kosztuje. Co ciekawe, w XC90, którym jeździłem wcześniej, ten system nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia. Może został dopracowany, a może to kwestia innej akustyki wnętrza?

Oczywiście – tak jak w XC90 – 90% funkcji auta sterowanych jest poprzez wielki ekran dotykowy na konsoli centralnej. Nie jestem zwolennikiem tego rozwiązania i wolę tradycyjne przyciski. Ale jeśli już w samochodzie musi być ekran (na to wygląda, bo to jest modne i niedrogie rozwiązanie), niech będzie tak ładny, tak funkcjonalny i tak świetnie reagujący na dotyk, jak w Volvo.

Ciekawostką jest, że XC90 nie da się ruszyć bez zapiętych pasów, w V90 jest to możliwe. Nie pochwalam jazdy bez pasów, ale są sytuacje, w których ich ciągłe zapinanie jest uciążliwe – zwłaszcza jeśli mówimy o przestawianiu auta o 50 centymetrów podczas sesji zdjęciowej. Zresztą nikt nie lubi być traktowanym przez auto jak dziecko.

W kwestii dzieci, do V90 możecie upakować wszystkie ich zabawki. Jak na duże kombi przystało auto jest pojemne, pakowne i przestronne. Czy jednak podczas jazdy V90 bliżej do rodzinnego wehikułu, czy jednak ma w sobie coś z samochodu gwiazdy rocka?

W Volovo V90, tak samo jak ma to miejsce w XC90 jeśli mamy chrapkę na silnik benzynowy, jesteśmy skazani na czterocylindrowy, dwulitrowy motor. Testowany egzemplarz wyposażony był w silnik T6, wspomagany przez dwie turbosprężarki, dzięki czemu może pochwalić się pokaźną mocą 320 KM. Na temat tego, że cztery cylindry w aucie tej klasy „nie uchodzą”, napisano już wiele. W tej dyskusji widać dwa obozy- pierwszy strzeże czci „klasy premium” i domaga się – głównie ze względu na wrażenia dźwiękowe – co najmniej pięciu cylindrów pod maską.

Drugi zauważa, że rozsądny downsizing pozytywnie wpływa na zużycie paliwa, a nawet na wrażenia z jazdy. Mi zazwyczaj bliżej jest do tego drugiego obozu.  Nie do końca rozumiem „wywyższania” wielkich jednostek, jako jedynie słusznych i trwałych. Historia pokazuje, że nie zawsze posiadanie 6 czy 8 cylindrów jest gwarancją niezawodności silnika i nie zawsze relatywnie wysilone silniki „rozsypują się po 100 tysiącach”, jak chcieliby tego ich przeciwnicy. Argument dotyczący dźwięku jest oczywiście słuszny. V8 będzie brzmiało lepiej. Ale czy to tak naprawdę interesuje klientów na wielką limuzynę lub wielkie kombi? Obawiam się, że na dźwięk zwraca uwagę jedynie garstka entuzjastów (czy gdyby tak nie było, silniki Diesla miałyby w ogóle racje bytu?).

A jak jest w V90? Pod względem wrażeń z jazdy – świetnie. Auto jest szybkie (6.1 s do setki), elastyczne i chętnie się rozpędza – zwłaszcza w trybie Sport. Może tylko skrzynia nie jest najszybsza w swojej klasie, ale za to działa płynnie i gładko. Spalanie nie jest niskie (ok. 14 litrów w mieście), ale to przecież ciężkie pięciometrowe kombi. Ciężko oczekiwać wyników rodem z hybrydowego Yarisa.

Jeśli chodzi o wyciszenie, to przy spokojnej jeździe jest bardzo cicho. Podczas dynamicznej jazdy czy wyprzedzania, robi się głośno. Niezależnie od tego, co myślimy o downsizingu czy tym, na ile klang silnika jest istotny, trzeba sobie powiedzieć: odgłos tego czterocylindrowca nie jest miły dla ucha i przypomina pracujący na wysokich obrotach odkurzacz. Cały czar klasy premium na chwilę gdzieś ulatuje.

Ale jest rada. Trzeba się po prostu wyluzować!

Podkręćcie muzykę w „Bowersie” – bo naprawdę warto. Niezależnie od tego, czy słuchacie nowej płyty zespołu „Akcent”, czy nokturnów Chopina, brzmienie dosłownie wgniecie Was w fotel. Bardzo wygodny fotel. Choć tak naprawdę powiedzieć o nim, że jest „bardzo wygodny” to jak powiedzieć o Monice Belucci, że wygląda „w porządku”… Volvo jest kojące.

Zawieszenie świetnie tłumi nierówności. Mimo bardzo dużych 20calowych kół, dziury na pewno nie popsują waszego humoru. Volvo V90 nie można nic zarzucić także w kwestii prowadzenia. Owszem auto jest duże i swoje waży, ale to nie wyścigówka, a w kategorii duże rodzinne kombi bez wątpienia jest w czołówce. Duży plus również przy dobrze sprawującym się układzie kierowniczym. Zakręty jednak nie są żywiołem V90 T6. Podobnie jak wyścigi spod świateł, mimo genialnej trakcji zapewnianej przez napęd na cztery koła.

Do Volvo V90 po prostu aż chce się wejść i jechać. Chciałbym móc rozsiąść się wygodnie na tym dyrektorskim fotelu, włączyć sobie masaż i jechać na koniec świata. Niech krajobraz za oknem coraz szybciej się zmienia, a przednią szybę pokrywa mozaika z much, które miały tego pecha i znalazły się na naszej drodze.

Czy może być coś lepszego do dalekiej podróży, niż duże kombi?

A że brzmi jak odkurzacz podczas przyśpieszania? No cóż, jest to niewątpliwie wada i nie ma co tego ukrywać. Ale całość jest tak dobra, że ta wada nie ma żadnego znaczenia. Oczywiście, jeśli Volvo chciało przekonać kogoś do downsizingu na podstawie tego modelu i tej wersji, to raczej nie tędy droga. Zakładam, że Szwedzi i tak średnio się tym przejmują. V90 podobno sprzedaje się jak świeże bułeczki.

Ile, zatem kosztuje taki luksus? Cena testowanej wersji to około 375 tyś zł. To sporo, ale uwierzcie mi, że warto. Czy kupiłbym to auto? Osobiście, poczekałbym na debiutującą właśnie odmianę Cross Country. Wtedy naprawdę będzie ciężko o bardziej kompletny samochód, który przy okazji daje się bardzo polubić. No i można się w nim poczuć jak gwiazda rocka. Po co kilka lat temu ścinałem włosy?

Mikołaj Adamczuk

fot. Dominika Szablak

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2017 CR PLUS Sp. z o.o.