Test Mitsubishi L200 Premiere Edition – ten typ tak ma!

21.04.2017, 13:21 przez Dawid

Przyznaje, że pickup zawsze kojarzył mi się z amerykańskim mężczyzną, takim prawdziwym samcem, chodzącym własnymi ścieżkami, dojeżdżającym do domu przez pustynne piaski Arizony. Może popadłem w stereotypy, ale dzięki bliższemu poznaniu Mitsubishi L200 Premiere Edition udało mi się znaleźć sens tego typu motoryzacji w naszym kraju.

Pierwsze spojrzenie – L200 jest mniej szpetne od poprzedniej IV generacji, a trzeba pamiętać, że w obecnie przedstawiciele aut roboczych mają nie tylko służyć , ale i wyglądać – w końcu często zastępują auta rodzinne.  To jeden z powodów, dla którego producenci z roku na rok prześcigają się w coraz to śmielszych projektach pickupów. Czasem nawet zapominając o użyteczności  - tego na całe szczęście nie można powiedzieć o Mitsubishi.

W przypadku L200 powiedzenie: „są gusta i guściki” idealnie opisuje to auto. Może i kontrowersyjny wygląd dodaje mu charakteru, ale mnie osobiście nie przekonuje charakterystyczne „pęknięcie nadwozia”. Poza tym, samochód ma ciekawą linię i w porównaniu do poprzednika jest bardziej atrakcyjne, dynamiczne, a całej drapieżności dodaje opcjonalne wyposażenie testowanego modelu; chromowane wstawki, masywne orurowanie oraz duże reflektory dalekosiężne Hella.

Wnętrze to typowa japońska robota, jest prosto, trochę przygnębiająco i bardzo plastikowo. Jednak w tym aucie to nie przeszkadza, co więcej testowany model został bardzo bogato wyposażony: dwustrefowa klimatyzacja, nawigacja z dużym wyświetlaczem i skórzane podgrzewane fotele, które nawet są wygodne, chodź przy dłuższej podróży można na nie zacząć delikatnie narzekać. Nie oszukujmy się – ten samochód nie ma zdobywać serca wyglądem, chociaż może się podobać. 

L200 to typowy pickup, który zadziwia możliwościami transportowymi. Archaiczne piórowe zawieszenie pozwala na maksymalną ładowność do 850 kg. Rozmiary ładunków ogranicza trochę wykonana z tworzywa, zamykana blenda przykrywająca „pakę”, chodź będąc pragmatycznym dzięki temu samochód ten zyskuje, na co dzień, ponieważ zabezpiecza ładunki na pace przed wścibskimi oczami przechodniów.

Po zajęciu miejsca we wnętrzu możemy mieć wrażenie wszechmocy. Siedzimy wysoko, widzimy więcej niż zdecydowana większość kierowców innych samochodów, a miejskie auta zmykają nam z drogi. Na złość przeciwnikom pickupów, L200 dobrze spisuje się w roli auta rodzinnego. Możemy w niego zapakować wszystkie potrzebne rzeczy i wybrać się nim w dłuższą podróż, a gdy przyjdzie ulewa i wiejskie drogi zrobią się błotniste, nie zawiedziemy się na nim.  A wszystko to dzięki pewnemu prowadzeniu w trudnych warunkach oraz charakterystycznym smaczkom jazdy tym monstrum, ale o tym za chwilę.

W Mitsubishi L200 pod maską znajdziemy turbodoładowany silnik diesla, sprzężony z 5-stopniowym automatem. Taka kombinacja nie bardzo mnie przekonuje. Dlaczego? Przy przyśpieszeniu samochód wydaje z siebie spory hałas przypominający stare diesle. Ok. Niby to nic złego, w końcu jest to auto stworzone do ciężkiej harówy i nie ma, co się spodziewać aksamitnej pracy, ale są pewne granice. Podczas rozpędzania hałas jest naprawdę bardzo donośny i irytujący.  Jazda w trasie z prędkościami autostradowymi sprawia, że wibracje i hałas z opon i silnika znacząco utrudniają słuchanie muzyki lub zwykłą rozmowę. Sytuację uratowałby 6 biegowy automat, który zmniejszyłby doznania akustyczne oraz spalanie, które dochodzi tu do 12,5 l/ 100km na autostradach oraz około 8,5 litra na „trasie”.

Poza tym L200 bez załadunku prowadzi się dość specyficznie.  Auto ma sporą tendencję do „podskakiwania” na większych nierównościach, ale wadę te można w prosty sposób zniwelować, wystarczy… wrzucić kilka worków z cementem na pakę. Przy podstawowym ustawieniu przeniesienia napędu na tylną oś, trudno jest utracić panowanie nad autem. Kontrola trakcji szybko nakłada kaganiec i mimo że producent wyposażył auto w wątpliwej jakości opony, tył nie ucieka. Owe opony spowodowały, że raz hamując podczas zjazdu z niewielkiego ośnieżonego wzniesienia miałem strach w oczach, więc warto zaopatrzyć się w porządne gumy zaraz po wyjechaniu z salonu. Szybkie zakręty, ciasne manewry i dohamowywania nie są głównymi zaletami tego auta . Buda lubi się pochylać, czasami trochę zabuja, a najbardziej trzeba uważać na prowadzenie pustego L200 – wtedy lubi delikatnie „myszkować”.

W warunkach zmniejszonej przyczepności kół, na śliskich nawierzchniach oraz w terenie z pomocą przychodzi nam napęd super select, z czteroma trybami jazdy. W jeździe po utwardzonych drogach do wyboru są: napęd na tył lub 4×4, a w terenie skorzystać możemy z blokady mechanizmu różnicowego z reduktorem lub bez. I tu pora na chwilę prywaty. Testując inny model z rodziny Mitsubishi (Pajero) zraziłem się do przełączania napędów, bo coś wtedy nie zagrało i auto musiało wrócić do serwisu, ale… do odważnych świat należy i obecnie poczyniłem solidne przygotowanie merytoryczne.

W efekcie świetnie się bawiłem poza utartymi szlakami i z przyjemnością zbaczałem z drogi. To co utraciłem poprzednim razem, teraz nadrobiłem z nawiązką. Duże koła i prześwit prawie 23 cm wróżą dobrze, a gdy dodamy do tego, że kąt natarcia wynosi 29 stopni, a rampowy 24 to obietnicę, że L200 dowiezie nas gdzie chcecie mamy w garści… chociaż nie, wciąż musimy pamiętać o wymianie opon, które jak wspomniałem wyżej są słabe.

Należy dodać jeszcze, że pomimo możliwości zmiany trybów do poruszania się po asfalcie w trakcie jazdy, przełożenia terenowe trzeba zmieniać na postoju i przy zapinaniu kolejnego przełożenia każdorazowo ruszać, aby wszystko miało szansę zaskoczyć jak powinno. Jest jak w rasowej terenówce.

Podsumowując. L200 będzie idealny dla głowy rodziny o aspiracjach offroadowych, dla przedsiębiorcy, budowlańca czy rolnika, ale że ja nie jestem przedstawicielem żadnej z tych grup to osobiście bym go nie kupił. Wiem, jednak o tym, że pickupy mają swoich stałych zwolenników, tylko, że zazwyczaj nie są one użytkowane do tych celów, do których zostały stworzone. Stają się elementem stylu życia, pasji czy zamiłowania do większej motoryzacji. Może to i lepiej, że zmotoryzowany świat w kraju staje się dzięki temu bardziej barwny i może takie samochody mają większą przyszłość w kraju nad Wisłą? Pewnie tak. Tyle, że od Mitsubishi L200, i piszę to ze smutkiem, są już lepsi, a na pewno pewniejsi w prowadzeniu konkurenci. Chociaż auto spod znaku trzech diamentów ujmuje prostotą i odwołaniem do tradycji. Cóż, dla każdego coś dobrego…

Bartosz Kowalczyk

fot. Adam Gieras Fotomotografia

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2017 CR PLUS Sp. z o.o.