Test Renault Twingo GT – zbyt mało sportu

02.10.2017, 14:43 przez Dawid

Renault Twingo przygotowane przez Renault Sport – już to brzmi extra i można się jarać na samą myśl, ale jak to wygląda w praktyce? Przekonajcie się sami co potrafi ten mieszczuch!

Jeremy Clarkson o nowym Twingo GT napisał, że mimo iż ma silnik z tyłu, nigdy nie porównałby go do Porsche 911 (którego delikatnie mówiąc nie darzy sympatią), ), więc obce mu są oczekiwania wielu dziennikarzy motoryzacyjnych, którzy liczyli na to, że małym Twingo da się jeździć bokami podobnie jak Porsche. Ciężko się z Jeremym nie zgodzić. Jednak mam mały problem – jemu ten samochód się bardzo podobał, a ja mam co do niego mieszane uczucia…

I nie chodzi tutaj o wygląd zewnętrzny – ten jest po prostu piękny. Twingo, będące Smartem w przebraniu, to chyba najładniejsze autko miejskie. Nie, nie chyba – to jest najładniejsze, najbardziej zgrabne, słodko-zadziorne autko, jakie jeździ po polskich drogach. Testowy egzemplarz w stalowo-szarych barwach (jeden z czterech kolorów w palecie) z pomarańczowymi pasami, listwami, lusterkami i gustownym spoilerem przyczepionym do szklanej klapy zasługuje na 10/10 gwiazdek w podsumowaniu. I tyle oczywiście dostanie.

W pakiecie od Renault Sport dodatkowo znajdziemy 17-calowe felgi i wydawać się może dość wąskie opony 185/45 R17 (choć w tym aucie i tak wyglądają na szerokie), podwójny wydech, który w zasadzie bezpośrednio przystawiony jest do silnika (0,9-litrowa jednostka pracuje pod płytą bagażnika), oraz wloty powietrza w tylnych błotnikach, które nie są atrapą. Z dwururki wydobywa się donośny hałas bez charczenia czy strzałów, ale za to tylko na wolnych obrotach dźwięk Twingo zdradza, że silniczek ma trzy cylindry. W czasie jazdy jednostajne buczenie jest jednak jak dla mnie trochę zbyt męczące.

Wnętrze należy zapisać po stronie plusów. Wykonanie, spasowanie jest ok., ponadto jest miłe dla oka. Szkoda tylko, że fotele słabo trzymają ciało na boki, a kierownica regulowana jest tylko góra-dół.

Trzeba podkreślić, że nie specjalnie czuć tu sportowego ducha. Owszem, są aluminiowe nakładki na pedały, aluminiowa gałka skrzyni biegów, kilka kolorowych wstawek i świetna kierownica. Bardzo brakuje jednak obrotomierza, wskaźnika cieczy chłodzącej czy np. rasowych emblematów. Nie można zarzucić jednak temu wnętrzu braku praktyczności. Jak na tak małe auto miejsca jest bardzo dużo, zmieszczą się tu cztery osoby (chociaż z tyłu ciężko mówić o jakimś komforcie), a i do bagażnika da się w razie czego włożyć niemało. Po rozłożeniu siedzeń otrzymujemy płaską podłogę, więc w razie czego można przewieźć więcej niż w 219-litrowym bagażniku. Ja do Twingo zdołałem upchnąć kosę spalinową, rower i dwie torby podróżne ;)

 Czas na jazdę. Przyznajcie, że każdy z Was miałby pewne oczekiwania co do tego samochodu. No, właśnie ja też miałem…

Miałem okazję jeździć 70- oraz 90-konną odmianą i jak pierwszą określiłem jako auto za karę, nawet do miasta, tak mocniejsza bardzo przypadła mi do gustu. Nic więc dziwnego, że na 110-konną wersję GT mocno ostrzyłem sobie zęby.

Niestety rozczarowany byłem już po około 10 minutach. Podobno utwardzono o 40 % amortyzatory, ale praktycznie tego nie czuć. Podobno popracowano przy układzie kierowniczym, nadal jednak można kierownicą kręcić małym paluszkiem. A mimo napędu na tył i sporą, jak na niską wagę auta moc, elektroniczne kagańce wchodzą do gry z taką zaciętością przy byle pierwszym ostrzejszym zakręcie, że odechciewa się jeździć szybciej niż za kierownicą Daewoo Matiza. Łyżkę dziegciu stanowi jednak 5-biegowa skrzynia biegów, która chodzi bardzo nieprecyzyjnie. W dodatku biegi są tu tak krótkie, że w zasadzie za każdym razem do trójki jeździłem do odcięcia z głową obijającą się o zagłówek.

I wcale nie piszę tutaj o sportowej jeździe – na tor Twingo nie zabierałem. Uczę się ekodrivingu który, poza przewidywaniem tego, co dzieje się na drodze, polega na szybkim rozpędzaniu auta z użyciem 3/4 mocy i jak najszybszym stabilizowaniu prędkości za pomocą najwyższego biegu. Niestety w Twingo GT to się nie udaje. Raz, że obijesz sobie głowę o zagłówek podczas rozpędzania, a dwa, nawet przy 70 km/h nie bardzo da się jechać na 5-tce. Silnik się dławi a elektroniczny podpowiadacz informuje, że jedziesz na za wysokim biegu. W silniku o pojemności 0.9-litra? Naprawdę?

Na papierze osiągi prezentują się nieźle – 9,6 s do setki i prędkość maksymalna ponad 180 km/h. Jednak w praktyce za sprawą skrzyni biegów, niezbyt równomiernie rozwijającego moc silnika i nijakiemu układowi kierowniczemu – tego nie czuć. Już nawet nie chodzi o to, że nie czuć. Po prostu nie ma się ochoty jeździć tym autem szybciej niż wersją 90-konną. A w czasie spokojnej jazdy nie ma co liczyć również na niskie spalanie. Okolice 7 litrów to absolutne minimum.

Dość już pastwienia. Podsumowując Renault Twingo GT to piękny samochód – prezentuje się zadziornie, zwraca na siebie uwagę, ma świetne wnętrze, najlepsze w klasie, ale… nie jest w ogóle ani trochę sportowe. Za co olbrzymi minus.

Jeśli Twingo w wersji GT ma być przypomnieniem o sportowych osiągnięciach Renault 5 turbo to nie tędy droga. Apel do inżynierów Renault Sport: poprawcie skrzynię biegów i wprowadźcie możliwość wyłączenia ESP oraz kontroli trakcji. Utwardzenie układu kierowniczego jest chyba tak oczywiste, że nawet nie będę o tym mówił. Na koniec przydałoby się dociążyć lekko przód, bo nadsterowność jest potworna. Ale to już chyba temat dla ekipy pracującej nad ewentualnym RS-em!

PS. Lepiej kupić Twingo z 90-konnym silnikiem – jeździ tak samo i niczego nie udaje, albo…poszukajcie czegoś innego. Opcji za około 60 tyś jest na szczęście sporo.

Adam Gieras

Fot. Bartosz Kowalczyk

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2017 CR PLUS Sp. z o.o.