Test Suzuki Ignis - mieszczuch z Japonii

29.11.2017, 14:12 przez Dawid

W Polsce może nie potrzebujemy zaświadczenia o miejscu parkingowym, aby kupić auto, aczkolwiek w dużych miastach coraz ciężej je zaparkować. W takiej sytuacji zbawieniem może okazać się mały samochód. Czemu więc nie wybrać na przykład Suzuki Ignis?

Pamiętający motoryzację sprzed 10-15 laty mogą kojarzyć nazwę tego japońskiego producenta. Po 10 latach przerwy Suzuki wróciło do tego modelu z nowym produktem. Co ciekawe, mniejszym niż poprzednik, ale wizualnie do niego bardzo podobnym. Wbrew trendowi zwiększania aut, nawet tych małych, nowy Ignis ma tylko 3,7 metra, jest bardzo wąski, a przy tym wysoki (ok. 1,6 metra). To spowodowało, że gdy zobaczyłem go po raz pierwszy od razu skojarzył mi się z kei-carem.

Może jest to kwestia białego koloru lub wąskich 16-calowych kół. Na taki stan rzeczy miał wpływ również tył samochodu, który mówiąc łagodnie nie wygląda zbyt zachęcająco. Z przodu jest już dużo lepiej - duże reflektory posiadające osobne światła dzienne wykonane w technologii LED i ładny grill powodują, że Ignis jest ciekawy wizualnie, a przy tym wygląda nowocześnie.

Zaskakujące są imitacje wlotów powietrza na słupku C. Dla jednych będzie to znak znanej marki odzieżowej i obuwniczej, dla innych nawiązanie do starych Suzuki, które takowe wloty posiadały naprawdę. Uważać trzeba też na blachę oraz drzwi tego pięciodrzwiowego malucha. Zawiasy chodzą bardzo ciężko (zwłaszcza tylne drzwi), a grubość blachy słychać podczas ich zamykania. Poza tym jest to atrakcyjny i nowoczesny samochód.

Wnętrze małego Suzuki jak na produkt z dalekiego wschodu prezentuje się dobrze. Co prawda materiały są twarde i raczej średniej jakości, ale pomieszanie kilku kolorów i faktur wygląda dobrze. Neonowa i błyszcząca pomarańcz rozwesela to proste wnętrze. Natomiast do gustu nie przypadła mi płaska góra deski rozdzielczej.

W oczy od razu rzuca się umieszczony na konsoli centralnej, duży dotykowy ekran systemu infomedialnego. Działa on bez zacięć, a wszystkie grafiki są czytelne. Dzięki wysokiemu wyposażeniu testowanego egzemplarza znalazły się w nim takie ciekawostki jak nawigacja, kamera cofania lub łączność z telefonem. Oczywiście jak na nowego mieszczucha bywa auto posiada jednostrefową automatyczną klimatyzację, slot na USD oraz gniazdo zapalniczki.

Mniej nowoczesne są zegary zza przeciętnej lecz wielofunkcyjnej kierownicy. Komputer pokładowy przypominał raczej urządzenie z lat 90 niż nowoczesną konsolę, ale za to czytelnie informował o potrzebnych danych. Denerwujący był również centralny zamek i bezkluczykowy dostęp. Niestety jedno przyciśnięcie otwierało tylko drzwi kierowcy.

Pomimo małych rozmiarów samochodu, za sprawą braku tunelu środkowego czułem się w tym aucie dość swobodnie.  Nie brakowało mi miejsca nad głową i nogi – przynajmniej z przodu, chociaż fotele (bez regulacji odcinka lędźwiowego) nie należały do najwygodniejszych i potrzebowałem dłuższej chwili na znalezienie odpowiedniej pozycji „za kółkiem”. Do wygodnych nie należała również tylna kanapa, ale plus się należy za ciekawe ukrycie zapięcia pasów. Bagażnik dysponuje pojemnością 260 litrów, ale zapakowanie go może być trochę problematyczna za sprawą wysokiego progu załadunku.

Spowodowane jest to dość sporym prześwitem samochodu. Ignis zawieszony jest na 18 centymetrach co pomaga przy ewentualnych krawężnikach lub dojeździe do ogródków działkowych. Zawieszenie zestrojono dość twardo i w tym małym Suzuki czuć mocno wszelakie ubytki dróg. Przeciętny jest także układ kierowniczy. Jego wspomaganie działa prawidłowo, ale kierownica rzadko kiedy wraca do pierwotnego położenia. Przed braniem ostrych zakrętów trzeba też mieć świadomość tego, że Ignis jest dość wysoki i ma wąskie opony. Jak o tym wszystkim będziemy pamiętać, to auto będzie prowadzić się pewnie.

A co najważniejsze bardzo prosto i ekonomicznie. Testowany egzemplarz  to tak naprawdę miękka hybryda z systemem SVHS, w którego skład wchodzi akumulator i silnik elektryczny. Dzięki takiemu zastosowaniu napęd wspomagany jest energią elektryczną, a przy hamowaniu potrafi ją odzyskać. Niestety nie jest to pełna hybryda więc, auto nie potrafi jeździć tylko „na prądzie”. Cały ten układ generuje 50 NM i ma 2,3 KW mocy.  Kosztuje też dodatkowe 7 tys. złotych, przez co Suzuki ze zdjęć wycenione zostało na 71 tysięcy złotych.

Oprócz elektryka w samochodzie znajduje się oczywiście tradycyjny silnik benzynowy o pojemności 1,2 litra i mocy 90 KM. Ignis do 100 km/h przyśpiesza w 12 sekund i rozpędza się maksymalnie do 170 km/h.

Nie patrząc na dane, jazda Ignisem w mieście jest przyjemna. Auto żwawo rozpędza się z niskich obrotów i do miejskich prędkości jest dynamiczne. Pięciobiegowa manualna skrzynia biegów dobrze współpracuje z silnikiem lecz działa z pewnym oporem, tak jak i sprzęgło. Może być to odczuwalne szczególnie przez płeć piękną, ale z drugiej strony łatwo wrzucić bieg na którym się jedzie i trudno pomylić przełożenia.

Poza miastem małe Suzuki traci trochę swój wigor. Jest również podatne na boczne podmuchy wiatru, lecz silnik kręci się bez zbędnego wycia nawet do wysokich obrotów, więc w czasie ewentualnego wyprzedzania można śmiało z nich korzystać. Brak mocy samochód rekompensuje niskim spalaniem. Dawno już nie jeździłem autem, które w mieście spaliło mi troszkę ponad 6 litrów benzyny. W trasie spokojnie da się zejść do 5 litrów. Wadą może okazać się jedynie mały bak  - ma tylko 32 litry pojemności.

Podczas codziennej jazdy irytujące może być działanie systemów bezpieczeństwa, którymi Ignis jest napakowany. Wyposażenie Ignisa to jego atut, aczkolwiek działanie asystenta pasa ruchu lub ostrzeżenie przed kolizją może nawet wystraszyć. Ostry dźwięk i czerwone komunikaty na zegarach potrafią zirytować. Na szczęście łatwo je można wyłączyć.

Kto zatem powinien zainteresować się tym autem? Przede wszystkim osoby sporo przemieszczające się po mieście. Ignisem łatwo zaparkować, manewrować w korkach a jego eksploatacja nie zrujnuje portfela. Poza tym ciężko będzie go spotkać na ulicy, więc jak ktoś lubi oryginalność to takie Suzuki może spełnić te wymagania. Według mnie mógłby być jednak trochę tańszy. Muszę też zmartwić miłośników diesli – Ignis dostępny jest tylko z benzyniakami.

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2017 CR PLUS Sp. z o.o.