Test Skoda Kodiaq 2.0 180 KM 4x4 - niedźwiedź mocno śpi

31.01.2018, 13:24 przez Dawid

Nie wiem czy nazwanie modelu słowem znanym mieszkańcom Alaski miało być zerwaniem z czeskim pochodzeniem tego producenta, ale ten „niedźwiedź” śmiało wszedł w rynek SUV-ów zostawiając za sobą stare i niezbyt lubiane Yeti. Czy zajmie jednak miejsce wśród słupków sprzedaży?

Psując meandry dobrej powieści z góry powiem, że według mnie – nie. Ja jednak jestem marnym przedstawicielem profilu klienta Skody Kodiaq, więc nie przywiązujcie się zbytnio z tą hipotezą.

Skoda Kodiaq jest naprawdę dużym autem. W końcu niedźwiedzie raczej nie pasowałyby do samochodu pokroju Fabii lub Golfa, mimo, że miejsca w nich nie brakuje. Mówię jednak o gabarytach samochodu i fakcie, że Kodiaq może być siedmioosobowy. Trzeba wydać na to ponad 3 tysiące złotych, ale jeśli macie dużo dzieci – warto. Ilość miejsca jest jednak ograniczona, a wsiadanie nie należy do najwygodniejszych. 

Siedzenia te składają się bardzo prosto, tworzą płaską podłogę, a bagażnik oferuje do 720 litrów. Wariant z maksymalną ilością pasażerów powoduje, że pojemność spada do 270 litrów. W bagażniku fajny jest jednak fakt istnienia elementów Simply Clever - siatki, uchwyty oraz podwójna podłoga pozwalająca schować roletę. To wszystko dopełnia elektryczna klapa bagażnika otwierana gestem nogi. Tak, więc w kwestii praktyczności Kodiaq absolutnie nie zawodzi.

Kodiaq ma 4,7 metra długości, i to nie stanowi problemu. Gorzej z szerokością prawie 1,9 metra oraz bryłą samochodu. Wysoko poprowadzona linia maski oraz daleko kończący się dach powoduje, że Kodiaq to naprawdę duże auto. Fakt, że wysoka pozycja za kierownicą i duże szyby pomagają w widoczności i prowadzeniu to jednak auto sprawia problemy w parkowaniu lub w ciasnych uliczkach miast. Na szczęście autonomiczne parkowanie oraz system kamer 360 stopni dobrej jakości pomaga w krytycznych sytuacjach podczas manewrowania samochodem. Na domiar majestyczności auta wpływają również duże 19-calowe koła oraz 19-centymetrowy prześwit.

Testowany przez nas egzemplarz pokryty był granatowym lakierem. Co jest raczej rzadkością w samochodach czeskiej marki. Kolor jest naturalny, nieźle ukrywa brud, a przy okazji choć trochę odróżnia się od innych aut na parkingu.  Jeśli chodzi o samą karoserię, nie do końca przepadam za tak napompowanym i wybrzuszonym designem. Ciężko przyzwyczaić się również do dzielonych przednich reflektorów, które posiadają halogeny doświetlające zakręty na wysokości wielkiej atrapy chłodnicy. Widać, że priorytetem projektantów była praktyczność, a nie chęć zbierania nagród za najpiękniejsze auto roku.

Spokojnie jest także we wnętrzu. Nasz egzemplarz udekorowano dziwną listwą biegnącą przed deskę rozdzielczą, a wiele elementów pokryto plastikiem o barwie połyskującej czerni. Wiemy doskonale, że taki materiał póki jest czysty wygląda bardzo dobrze, ale niestety szybko się brudzi. Jak to w produkcie z rąk VAG bywa, nie mam jak przyczepić się do ergonomii oraz spasowania poszczególnych elementów – wszystko stoi na dobrym poziomie!

Wiele tu schowków (nawet ten za listą przed pasażerem), uchwytów i regulacji pod podróżujących. Skoda jest mistrzem w takim ułatwianiu codzienności i bez problemu czerpie z wielu innych marek. Na przykład wysuwające się z drzwi (wzorem z Forda) plastikowe osłonki, przez co nie obijecie swoich drzwi i zarazem auta stojącego obok. Niestety, jak to z plastikami bywa, czasem się łamią (sprawdzone info).

Wracając jeszcze na chwile do wnętrza, kierowca do swojej dyspozycji może mieć podgrzewanie foteli, 3-strefową klimatyzację, elektryczną regulację fotela z pamięcią ustawień oraz szereg systemów bezpieczeństwa od aktywnego tempomatu, po asystent pasa ruchu i awaryjne hamowanie.

Dla gadżeciarzy Skoda przygotowała nowy system inforozrywki. W naszym modelu był on najbardziej rozbudowany. 8-cali dotykowego ekranu skrywało w sobie standardowe funkcję jak nawigację, radio lub inne media oraz dane z komputera pokładowego, ale też aplikacje używające Internet z karty sim zamontowanej w samochodzie. Dzięki temu przeczytacie angielskie newsy lub sprawdzicie pogodę. Co ciekawe system odczytuje również gesty. Nie tak zaawansowane jak w BMW, ale radio lub funkcję menu przesuniecie.

Wyświetlacz jest ładnie wkomponowany w deskę rozdzielczą. Niestety ucierpiały na tym klasyczne przyciski, więc głośność czy inne funkcje zmienia się dotykowo i jest to jedyny minus w kwestii ergonomiczności wnętrza.

Auto jest duże, więc pewnie dużo waży. Otóż w przypadku tego egzemplarza, mimo napędu 4x4 i większego silnika oraz opcji 7-osobowej samochód ma masę 1744 kilogramów. Pod maską testowanego Kodiaqa zamontowano benzynowy silnik o mocy 180 koni mechanicznych oraz pojemności 2-litrów. Z maksymalnym momentem obrotowym równym 320 NM samochód rozpędza się do setki w 8 sekund, a swój bieg kończy przy 205 km/h.

Silnik sprzężono z siedmiobiegową skrzynią automatyczną DSG. Działa sprawnie, ma tryb sportowy i dobrze obsługuje opisywany zestaw. Parę zastrzeżeń mam do samego drążka zmiany biegów, bo przypomina bardziej dźwignię z samolotu niż samochodu (nie do końca wygodnie leży w dłoni).

Skoda Kodiaq prowadzi się prosto i komfortowo. Jest idealnym pożeraczem kolejnych kilometrów. Dzięki aktywnemu zawieszeniu DCC i trybom jazdy można trochę zmienić charakterystykę auta. Kodiaq może być komfortowy z miękko działającym układem kierowniczym i bujającym zawieszeniem lub trochę sztywniejszy na bardziej kręte trasy.

Dedykowany jest również tryb SNOW, który pomoże w zimowej aurze i to właśnie w takich warunkach przyda Wam się napęd 4x4, bo Kodiaq jest SUV-em, a nie autem terenowym, chociaż jakieś umiejętności posiada. Ja sprawdzałem go jedynie w błocie i mnie nie zawiódł. Podobnie było również na krakowskich dziurach oraz krawężnikach – przeszkodą nawet nie były duże alufelgi.

Duże nadwozie oraz spora waga odbijają się na spalaniu samochodu. W mieście Kodiaq z tym silnikiem jest mało ekonomiczny. Krótkie trasy to spalanie rzędu 11-12 litrów. W trasie jest dużo lepiej, da się zejść do 8 litrów. Przed kupnem tego auta warto zastanowić się nad tym gdzie będziemy nim jeździć. Alternatywą może być TDI lub mniejsze 1,4 TSI, ale nie mogę obiecać, że jeździ tak samo dobrze. A cena? Nasz egzemplarz kosztował około 180 tysięcy złotych, ale wartość Citigo to same dodatki.

Podsumowując. Ten samochód nie jest dla każdego i i uniwersalnie nie wjedzie do każdego garażu, aczkolwiek jego mniejszy brat – Karoq – już prędzej.  To sprawia, że nawet gdyby Kodiaq nie stał się rynkowym hitem, Skoda i tak na tym nie straci. A jak na potentata przystało warto mieć w ofercie auto z każdego segmentu.

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk 

źródło: www.motopodprad.pl 






Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.