Test Volkswagen Golf 1.4 TSI 150 KM R-line – orientalnie przyprawiony

28.02.2018, 17:07 przez Dawid

Zimne dni, brak słońca, jesienne szarówka – brzmi jak przepis na przeziębienie, lub przynajmniej pogorszony nastrój, lecz mi ten tydzień rozświetlił niemiecki kompakt, a konkretnie VW Golf w egzotycznym kolorze kurkumy.

Gdy słyszymy Golf, przed oczami staje nam jedna z siedmiu generacji tego modelu, produkowanego od 43 lat. Rzadziej na myśl przychodzi rodzaj ubraniach. O ile w przypadku ubrania typu golf, marketingowcy Citroena maja rację – rzadko kto wygląda w nim dobrze, o tyle, co do auta nie mogę przyznać im racji. Golf VII generacji nie zwala z nóg, w porównaniu z poprzednią generacją nie ma rewolucji, a jedynie drobna ewolucja lub nawet ewolucyjka.

Golfa jako, że jest jednym z najpopularniejszych aut, często widzimy na drodze i nie robi już efektu wow. Tego samego nie mogę jednak powiedzieć o naszym testowym modelu. Mimo że pod maską „tylko” 1.4 TSI, z zewnątrz auto prezentuje się zadziornie i sportowo, a wszystko dzięki pakietowi stylizacyjnemu R-line, na który składają się świetnie wyglądające i dodające charakteru zderzaki. Chociaż z tylu zdarzyło się małe faux pas. Liczyłem, że podwójny wydech to nie atrapa, a poranny dymek wydobywa się z obu końcówek – nic z tych rzeczy. Całości smaku niemieckiego dania spod znaku VW dodają zjawiskowe, ale nieprzesadzone, 18-calowe felgi oraz bardzo schludne i bardzo dobrze oświetlające przestrzeń przed autem reflektory LED z Xenonem.

Finalnym przyprawieniem zajmował się orientalny kucharz i możemy zastanawiać się, czy nie przesadził z kurkumą. Moim zdaniem zdecydowanie wiedział co robi i chyba w pochlebnych słowach nie jestem odosobniony. W drodze do Zakopanego na stacji benzynowej czekały na mnie osoby, którym kolor spodobał się do tego stopnia, że zmuszony byłem odbyć z nimi pogadankę o tym z pozoru przyziemnym aucie. Nie lubię gdy testówki są istnym magnesem na mądrali i znawców motoryzacyjnej branży, ale tę rozmowę wspominam bardzo dobrze. Szkoda tylko, że za mój pozytywny feedback VW nie wynagrodzi mi w złotej walucie, choć równie chętnie w zamian przygarnąłbym tego złotawego Golfa jeszcze na kolejny tydzień. Ehh szkoda, zatankowane, jedźmy dalej.

W Golfie do dyspozycji mamy 5 trybów jazdy. Poza trybem Normal producent przygotował dla nas jeszcze Eco, Comfort, Individual i Sport, lecz doznania za kierownicą po wybraniu kolejnej opcji nie są szczególnie odmienne. Największa jest różnica między Eco i Sport. Podczas ekologicznego sunięcia do celu podróży, auto zaproponuje opóźnioną reakcję na gaz i wcześniejszą zmianę przełożeń. Wciśnięcie w ustawieniach trybu sport, nie otwiera puszki pandory, powoduje jedynie, że silnik chętniej reaguje na ruch prawej stopy wkręcając się na wyższe partie obrotów, generując przy tym dyskretny, ale miły dla ucha dźwięk silnika. Poza tym skrzynia biegów staje się lekko nerwowa – a jeśli już przy niej jesteśmy, to należy wspomnieć, że robi naprawdę niezłą robotę i jedwabiście zmienia biegi. Choć w trybie Eco depnięcie w kick down może nieco zdziwić – zmiana jest szybka i skrzynia nadal jest wyborna, ale w tym ustawieniu preferencji autem lubi lekko szarpnąć, aby wyrwać do przodu zaprzęg 150 mechanicznych rumaków – czy to jest wystarczająca liczba? Szczerze mówiąc nigdy mi ich nie brakowało. Silnik zapewnia dobrą dynamikę, serwowaną na półmisku razem z niskim spalaniem oraz przyjemnym dźwiękiem jednostki napędowej, bez zbędnego klekotu… ale zaraz, przecież ja jestem zwolennikiem wysokoprężnych jednostek napędowych?! W tym przypadku uważam jednak, że 1.4 TSI to optymalny wybór, choć większy brat – 1.5 TSI szykuje się do kanibalizującego starcia, więc jest to ostatni moment do zamówienia Golfa z tym motorem.

Dlaczego w tym przypadku dałem się przekonać jednostce benzynowej?  Po pierwsze dobra dynamika, po drugie spalanie - z dziewczyną zrobiliśmy trasę Warszawa – Zakopane – Radom na jednym tankowaniu – prawie 800 km. Może nie jest to jakiś nadzwyczajny wynik, ale to wciąż kompakt z benzynową uturbioną jednostką, która na stromych podjazdach i korkach zakopianki mogła spalić sporo. I tu się zdziwiłem – zjazdy i podjazdy pod górę zaowocowały spalaniem jedynie 6.2 litra na setkę, na całej trasie 5.6l/100km, a w mieście jak to w mieście – trochę więcej, ale nadal z „szóstką” przed przecinkiem.

Testowany Golf nie jest autem wyścigowym, ale jazda nim dostarcza wiele przyjemności. Gdyby umiał mówić, to wywrzeszczałby „kocham zakręty i radzę sobie z nierównościami”. Potwierdzam lecz, żeby się o tym przekonać musiałem trafić na zakopiankę. Spory ruch, ostre zakręty, długie podjazdy i gdy dwa pasy łączą się w jeden, dramat wczasowiczów staje się faktem, stwierdziłem, że komfort jazdy jest na duży plus. Zawieszenie mimo 18-calowych felg nie urywa głowy i szczerze powiedziawszy, na mnie zrobiło bardzo dobre wrażenie. Podobnie jak układ kierowniczy, który chętnie i z należytą starannością przekazuje polecenia na koła. 

Jeśli chodzi o wnętrze to pierwsze wrażenie przy odbiorze kluczyków z siedziby VW były bardzo dobre. Lubię kształt deski VW. Jest dobrze narysowana, a wnętrze wykonane jest z dobrej jakości materiałów. Spasowanie również na plus - na dziurach, nierównościach nic nie słychać, a i pod ręką niechętnie pojękuje. We wnętrzu na słowa uznania zasługuje system intuicyjnego systemu inforozrywki z dotykowym ekranem, na którym wyświetlany jest obraz z kamery cofania – nawiasem mówiąc wybitnej jakości. Konfiguracja zegarów przed oczami kierowcy to istna gwiazdka w listopadzie. Z pewnością nie wypróbowałem każdego ustawienia, choć czasu w korkach spędziliśmy sporo. Dla mnie jedne z lepszych zegarów, z jakimi miałem okazję jeździć.

Wygoda na wysokim poziomie – fotele są wygodne, wielogodzinne trasy nie robią wrażenia na kręgosłupie, a gdy nieco rozboli, funkcja masażu fotela kierowcy rozmasuje obolałe miejsca. 

W przypadku tego samochodu tygodniowe wakacje całą, 4-osobową rodziną mogą okazać się problematyczne. 343-litrowy nie sprawia wrażenia szczególnie obszernego, ale bagaże dla czterech osób na weekendowy wypad pomieści bez problemu. Poza tym moi trzej pasażerowie nie narzekali na komfort, lekko obawiałem się o miejsce na nogi pasażerów tylnego rzędu, ale było go całkiem sporo. Czas rozprostować nogi i ruszyć na spacer po Krupówkach – przywieźliśmy trochę koloru od Volkswagena w nasze piękne polskie góry.

Podsumowując. Muszę przyznać, że zdecydowanie jestem targetem dla VW Golfa i przez tydzień z miłą chęcią wsiadałem za kierownice tego przyprawionego auta. Gdybym był jurorem oceniającym restauracje, dałbym gwiazdkę Michelin, ale niestety nim nie jestem, dlatego pozostaje mi dać kciuk w górę i ładnie uśmiechnąć się do PR-owców marki – chętnie zobaczymy prawdziwą R-kę na redakcyjnym parkingu.

Bartosz Kowalczyk

zdjęcia: Dominika Szablak

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.