Test Alfa Romeo Giulia Veloce – w sam raz

28.03.2018, 15:20 przez Dawid

Dzięki motopodprad.pl mogę zamieniać samochód jeden na drugi, nie przywiązywać się, nie patrzeć tęsknym wzrokiem na nowy samochód sąsiada – w końcu za chwilę będę miał lepszy, szybszy (czasami słabszy – i tak bywa), a potem następny. Są jednak momenty, że chciałoby się dłużej nacieszyć autem testowym. Alfa Romeo Giulia Quadrifoglio jest marzeniem każdego motomaniaka. Tak, jeździłem nią! Teraz musiałem zejść jednak na ziemię, do testów dostałem 280-konną Veloce i przyznaję – czuję się nią trochę niedopieszczony…

Długo musieliśmy czekać na następne przepięknej Alfy Romeo 159. Od prezentacji w internecie do oficjalnego pokazu dziennikarskiego, a później wyjechania pierwszego egzemplarza na drogi sporo wody w rzekach upłynęło. Emocje z biegiem czasu cały czas rosły, a Alfa Romeo ciągle jeszcze bardziej je podsycała przekładając datę premiery. W efekcie ten balon oczekiwań rozpadł się szybko na malutkie kawałeczki – trochę ze zmęczenia fanów, trochę ze względu na efekt, który nie wszystkim przypadł do gustu. Zeszliśmy na ziemię.

Tak, Giulia nie jest już świętym Graalem. Jeździ, można ją dotknąć w salonie. Zaczęło się jej zwyczajne samochodowe życie. Jak wypada po tym upadku lawiny emocji?

Odnosząc się do wstępu – jeszcze bym nią pojeździł, ale, wybaczcie, bo ciężko przychodzi mi to przez gardło, dlatego łatwo będzie przelać palcami na klawiaturę komputera… Giulia z każdym kolejnym kilometrem daje mnóstwo radości, ale i mnóstwo wątpliwości. Nie wiem czy rzeczywiście jest tak dobra, jak FCA próbuje nam w każdym prospekcie reklamowym i każdym artykule sponsorowanym wcisnąć.

Gdy po raz pierwszy wsiadłem do Giulii ze 180-konnym dieslem pod maską, to mój balonik emocji był jeszcze mocno napompowany. Nie dostrzegałem wad. W Giulii Q w ogóle nie patrzyłem na aspekty wnętrza. A teraz… Teraz miałem na to kilka dni i niestety – muszę to szybko wypunktować. Poluzowana zaślepka schowka na tunelu środkowym, tam gdzie wzrok nie sięga plastiki gorszej jakości. Do tego niesamowita ciasnota panująca w tym wnętrzu. Aż męcząca. Miejsca z tyłu jest mało, a z przodu wystarczająco chyba tylko dla kogoś o wzroście do 175 cm (czyli dla mnie). Wsiadanie jest utrudnione, trzeba w zasadzie posadzić dupę na ziemi. Ok. Być może o to właśnie chodzi. W końcu to auto bardziej sportowe, ale… Ceny nie są wyprzedażowe, więc zapewne większość klientów Alfy to osoby 40, 50 +. A wtedy zaczynają się już problemy z kręgosłupem; bo brzuszek, bo praca siedząca, bo stres. Pod względem ilości miejsca i łatwości zajmowania pozycji w środku to auto zdecydowanie dla max 30-latka.

Na duży plus niesamowita prostota i przejrzystość deski rozdzielczej. Zegary (zgrabne, czytelne, z nutką sportu), panel klimatyzacji sterowany przyciskami i pokrętłami (dodatkowo umieszczono tam przycisk włączania podgrzewanej kierownicy oraz foteli), ekran inforozrywki (obsługiwany pokrętłem, niedotykowy) i to tyle. Żadnych udziwnień – wszystko proste jak w aucie sportowym w latach 80-tych. Można? Do tego to smakowite drewno – prawdziwe! Nie ma co! Włosi potrafią.

Przyczepicie się, że ekran nie jest dotykowy. Ok, ale czy jest to wada? Obsługujemy go bardzo wygodnym pokrętłem umieszczonym na tunelu między fotelami. Wszystko jest zrozumiałe i bardzo czytelne, więc nie ma potrzeby zaznajamiać się z całą encyklopedią jak w przypadku aut konkurencji z segmentu Premium, a na dodatek, nie ma mowy o odbitych palcach, czego ja osobiście bardzo nie znoszę. Wady? Tragiczny system połączenia z telefonem – żeby podłączyć iphone włączałem i wyłączałem bluetooth kilka razy. No i ten dźwięk z głośników… Płaski, naprawdę taki sobie.

Kierując się w stronę designu nowej Alfy Romeo, muszę przyznać, że jest na co patrzeć. Szczególnie uwagę przykuwa długi, masywny przód, ostro zakończony scudetto (charakterystycznym wlotem w kształcie trójkąta) i agresywnymi lampami. Bez dwóch zdań kupuje mnie też linia bagażnika i ostre przetłoczenia boku. W testowanym egzemplarzu w oczy rzucały się też felgi udekorowane żółtymi zaciskami, ale gdy pan Sławek z Fiata powiedział mi, żebym uważał na nie, bo każda kosztuje 1,5 tys. zł i właśnie na przód trafiły nowe, to na żaden krawężnik nie odważyłem się podjechać. Chyba bym aż tak dużych, na tak szerokim rancie nie założył…

Najwyższa pora na jazdę. Pod maską testowej Alfy Romeo znalazł się silnik nie byle jaki, bo 280-konny. Moc osiągana jest z pojemności dwóch litrów, i tak naprawdę temu silnikowi, poza dźwiękiem niczego nie brakuje. Niestety doznania akustyczne są marne. A szkoda, bo jest to najmocniejsza “cywilna” jednostka oferowana w palecie Alfy Romeo. 2.9 -litrowy, 510-konny potwór to zupełnie inna bajka. Chociaż on też nie brzmi jakoś oszałamiająco. Dźwięk z wydechu nie zmienia jednak faktu, że Giulia Veloce jest bardzo szybka. Od zera do setki 5,3 sekundy. Tyle że ze względu na napęd na cztery koła, który znalazł się w testowanym egzemplarzu – przyspieszenie nie wbijało w fotel.

No właśnie zatrzymując się na moment przy napędzie. Q4 to inżynieryjny majstersztyk. Przyczepność jest fantastyczna, a do tego producent nie zapomniał o uprzywilejowaniu tylnej osi, więc jak chcecie niszczyć bieżnik tylnych opon to możecie to robić. Auto dość łatwo wprowadzić w lekki uślizg. Nie przeszkadza w tym 8-biegowy automat, który nie przeciąga biegów i sprawia dużo radości podczas zmiany biegów w trybie manualnym – czyli łopatkami.

Poza tym Veloce prowadzi się naprawdę perfekcyjnie – szczególnie gdy DNA ustawimy w pozycję “D” (tryb dynamiczny, sportowy). Nawet minimalny ruch kierownicą przechodzi na koła. Do tego zawieszenie trzyma tak, jakby zabezpieczało auto w pionie i poziomie – auto się nie wychyla w zakrętach, w zasadzie można zaryzykować stwierdzenie, że nie da się w nim przesadzić. Długo zastanawiałem się czy BMW 3 jest lepsze czy gorsze w tej dziedzinie i postanowiłem postawić między tymi autami znak równości. I niech to będzie olbrzymi komplement dla Alfy Romeo. Testowany egzemplarz miał zamontowane również regulowane zawieszenie, które w opcji “D” sztywnieje jak… Na szczęście można to wyłączyć, bo poza torem nie widzę zastosowania.

Dużym pozytywem jest również przyjemna praca zawieszenia. Giulia Veloce, jak na limuzynę przystało, potrafi być komfortowa. Dziury, nawet te większe wybierane są o wiele spokojniej niż w niejednym wyżej zawieszonym aucie.

Teraz podstawowe pytanie. Czy bym ją chciał?

I tak, i nie. Tak, ponieważ to Alfa – tu są emocje, a samochód nie jest obojętny. Nie, bo cena (od 196 000 z groszami…), bo trzeba poczekać i zobaczyć jak będzie spisywała się po roku czy dwóch, bo brakuje mi tego czegoś… może rasowego dźwięku silnika, może bardziej agresywnego napędu. Jednak przez większość testu jeździłem Giulią w 100 % przepisowo (nie żebym zachęcał do wariactw), oddając się przyjemności z jazdy w trybie “A” (taki tryb ekologiczny) i jakoś do sportu w ogóle mnie nie ciągnęło. Pytanie zatem, po co mi 280 KM?

Adam Gieras

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.