Test Mercedes S560L 4Matic - Na szczycie

10.05.2018, 12:07 przez Dawid

Długo wyczekiwany przeze mnie test klasy S nie trwa jeszcze nawet trzech minut, a ja już się spociłem. Dopiero co podpisałem umowę użyczenia, odebrałem kluczyki i ustawiłem sobie fotel, a już napotkałem na problem. 

Na wąskim wyjeździe z parkingu pod siedzibą Mercedesa zaparkował w niedozwolonym miejscu - olbrzymi Ford F150. Dlaczego stoi tutaj, zamiast wozić bydło na pace gdzieś w Kansas? Z jednej strony mam jego zderzak,  z drugiej płot, a ja siedzę w długiej na niemal 5.3 metra limuzynie. Według kartki w schowku, wartej 865 tysięcy. Czujniki piszczą, kamery migają, a mnie coraz mniej zaczyna się to wszystko podobać.

W końcu po kilku dobrych minutach, parunastu przekleństwach wypowiedzianych w trzech językach i oglądaniu we wstecznym lusterku uśmieszku kierowcy Renault Thalii stojącego za mną i obserwującego moje zmagania, wyjechałem. Wreszcie mogłem wygodnie rozsiąść się w wielkim fotelu i trochę pomyśleć.

Powiem szczerze że klasą S chciałem się przejechać od zawsze. Kilka lat temu udało mi się trochę pojeździć legendarnym modelem W140 w odmianie S600, ale ta przejażdżka tylko zaostrzyła mój apetyt na zapoznanie się z aktualną wersją. W końcu jeśli stary model był tak fajny, to nowy może być tylko lepszy. Poza tym, S klasa była dla mnie od zawsze synonimem motoryzacyjnego szczytu. Oto auto dla możnych tego świata – biznesmenów, prezydentów, królów, ale i gangsterów czy dobrych oszustów. Słowem, każdy kto osiągnął sukces, chciał mieć takiego Mercedesa.

S klasą cieszyłem się tylko kilka dni, ale i tak uznałem, że to sukces na moją miarę. Zwłaszcza, że w moje ręce wpadł bardzo ciekawy egzemplarz. Pod nazwą S560L co prawda nie kryje się silnik o pojemności 5.6 litra, ale wszyscy już wiedzą, by obecnych oznaczeń samochodów nie brać zbyt na serio. Pod maską naszego egzemplarza pracował czterolitrowy benzynowy silnik biturbo. Osiem cylindrów w układzie „V” gwarantuje niezrównaną kulturę pracy i piękny, rasowy dźwięk, a 469 koni pozwala na osiągnięcie 100 km/h  w 4.6 sekundy. To równie szybko, jak w bazowym Porsche 911.

Literka „L” oznacza wydłużony rozstaw osi – taka wersja powstała głównie z myślą o pasażerze z tyłu. Właściciel tak skonfigurowanego egzemplarza raczej nie siada za kierownicę. Ale ja rozpocząłem swój test od jazdy za kółkiem i nie żałowałem tego. No dobrze – oprócz ciężkich chwil na parkingu.

Kokpit klasy S jest dość barokowy. Jeśli można to tak ująć. Na tle do bólu minimalistycznych kokpitów BMW serii 7, czy – zwłaszcza – przeładowanego ekranami, kosmicznego wnętrza nowego Audi A8, deska S-klasy wygląda tradycyjnie. Są tu oczywiście duże ekrany - od multimediów i ten zastępujący zegary. Ale jest też klasyczny, analogowy zegarek.

Rzecz jasna użyte materiały to te z najwyższej półki. W wnętrzu pachnie skórą i drewnem, bo w Mercedesie wiedzą, że tutaj klient po prostu musi każdym zmysłem odczuwać, że jest wyjątkowy. Tylko połączenie czerni i brązu nie przypadło mi do gustu. Ale przecież nie trzeba tak konfigurować wnętrza.

Fotel jest obszerny i bardzo wygodny. Wygląda na niezbyt dobrze trzymający ciało, ale jest wielokonturowy i aktywny. To oznacza, że na zakrętach pompowane są jego poszczególne fragmenty w traki sposób, aby trzymać kierowce w odpowiedniej pozycji i na odpowiednim miejscu.  Początkowo można się zdziwić, a chwilę później – przyzwyczaić. O takich oczywistościach jak masaż, wentylacja i dziesiątki innych elementów wyposażenia nie ma sensu wspominać. To przecież S klasa.

Czy w takim wnętrzu coś może się nie podobać? Pewnie, że tak – chodzi o obsługę systemów pokładowych. Wyświetlacz nie jest dotykowy, co samo w sobie nie jest grzechem. Funkcjami steruje się poprzez dżojstik, co też jeszcze nie jest najgorsze. Ale to, jak zagmatwane jest menu systemu multimedialnego, zasługuje na naganę. Wcale nie jest tak, że nie radzę sobie z nowoczesną technologią – ale samo wpisanie adresu w nawigację może tu zająć kilka minut. Nieładnie. Do tego sama grafika, jakość kamer i brak kilku funkcji pokazują, że ten model ma już kilka lat. BMW jest nowocześniejsze.

Na szczęście silnik pozwala na nadrobienie wszelkich opóźnień. Już krótka przejażdżka może sprawić, że w głowie kierowcy pojawi się pytanie: po co komu S klasa AMG? Wersja 560 jest już tak szybka (przypomnijmy: 100 km/h w 4.6 s!), że właściwie zupełnie nie potrzeba niczego więcej. Reakcja na gaz jest wyśmienita, a dla niektórych może być nawet za ostra. Samochód wgniata w fotel po wciśnięciu gazu przy dowolnej prędkości i przyspiesza z niedźwiedzią siłą.

Co ważne, wydech przy mocnym przyspieszaniu dobitnie przypomina kierowcy, że dobrze zrobił, dopłacając do silnika V8. Nie spodziewałem się, że klasa S może tak dobrze brzmieć. Odgłos jest chropowaty, głęboki i wyraźny, jeżeli tylko kierowca prawą stopą odpowiednio komunikuje, że chce go słyszeć. Doskonałe zaskoczenie.

Spalanie? Czy to ważne?. Z obowiązku wspomnę, że oscyluje wokół 16-18 litrów w mieście. Przy dość delikatnej jeździe.

Na zakrętach S klasa z jednej strony pokazuje, że inżynierowie naprawdę się starali. Z drugiej przypomina, że jest jednak luksusową limuzyną, a nie autem sportowym. Ale czy ktoś naprawdę oczekuje tu chirurgicznej precyzji układu kierowniczego i braku jakichkolwiek przechyłów?

Komfort jazdy jest najwyższy z możliwych i to pomimo ogromnych felg wchodzących w skład pakietu AMG. S klase kupuje się po to, by czuć się jak na latającym dywanie, a nie jak w bolidzie. Choć jeśli jesteś miejscowym gangsterem, możesz spokojnie wejść S650L w zakręt slajdem. Da się – pomimo napędu 4Matic.

Tylko jeden szczegół, właściciel zazwyczaj siedzi z tyłu, a wszelkie próby szaleństw za kółkiem kwituje znaczącym chrząknięciem w stronę szofera. Jak jest w drugim rzędzie? Test nie byłby kompletny, gdybym tam nie usiadł.

Aby to zrobić, muszę oczywiście wyjść zza kierownicy i zrobić sobie spory spacer dookoła samochodu. To dobra okazja, by trochę na niego popatrzeć. Celowo nie zaczynałem tekstu od opisu stylistyki klasy S, bo ten model jeździ już po drogach od jakiegoś czasu i każdy wie, jak wygląda. Więc napiszę tylko, że moim zdaniem jest to najładniejsza klasa S w historii modelu.

Tak, tak – mówię to z pełną odpowiedzialnością. A zanim fani W140 zaczną rzucać we mnie kamieniami, chowam się z tyłu.

Na tylnej kanapie można zapomnieć o całym świecie. W ogóle bardzo łatwo jest tam zapomnieć, że świat nie składa się wyłącznie ze wspaniałości. Spadające kursy akcji, kryzys, drożejące torebki Gucciego, zbyt ciepły szampan? To wszystko traci znaczenie. Tu nie ma tylnej kanapy, a dwa fotele. Oba są tak bardzo wygodne, a ich zagłówki tak miękkie… po krótkiej przejażdżce z tyłu naprawdę zaczynam poważnie myśleć, że gdyby było mnie stać na klasę S, wysupłałbym jeszcze kilka złotych na szofera.

Do dyspozycji pasażera z tyłu są dwa ekrany, napęd DVD, elektrycznie sterowane rolety i stoliczki. Prawym fotelem z przodu można sterować także siedząc na tylnym siedzeniu. Można też podziwiać szczyty wieżowców ze szkła i stali, gdy akurat jesteśmy wiezieni po dzielnicy biznesowej. Pomoże w tym opcjonalny dach Magic Sky Control. Gdy znudzi nam się oglądanie nieba lub gwiazd, można go też ściemnić. Za jedyne 27 945 zł. Ale kto tu patrzy na pieniądze?

Jak wspominałem wcześniej S klasa to samochód dla ludzi z samego szczytu drabiny społecznej. Dlatego 30 tysięcy w jedną czy w drugą stronę to w tym świecie mało istotny szczegół. 

Klika dni spędzonych z S klasą uświadomiło mi jak bardzo wygodny może być samochód. Ale uświadomiły mi też, że po pierwsze, nie lubię czuć się jak własny szofer. Po drugie, że czasami chciałbym mieć szofera. Po trzecie, że nawet takie auta jak S klasa nie są idealne.

Czy da się kupić coś lepszego za niemal 900 tyś złotych?

Chyba nie da się tego obiektywnie stwierdzić. Jedno jest pewne – nawet jeśli konkurenci będą mieli lepsze, nowocześniejsze multimedia albo będą się lepiej prowadzić, to jednak klasa S jest uznawana za szczyt szczytów. I myślę, że to się prędko nie zmieni.


Tekst: Mikołaj Adamczuk

Fot. Mikołaj Stachowiak

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.