Test DS4 2.0 HDI 181 KM - nie wszystko złote co się świeci

22.08.2016, 12:56 przez Dawid

Z tym samochodem jest trochę jak z Instagramem. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie i zjawiskowo, a gdy przyjrzymy się bliżej możemy dostrzec pewne skazy.

I nie chodzi mi tutaj o porównanie DS 4 do zjawiska typu #instagirl, które opanowuje mobilny Internet i polega na wypukleniu najlepszych części swojego ciała lub życia zasłaniając mankamenty, a o same działanie tej popularnej aplikacji. Wszystkie zdjęcia, które się w niej znajdują, na małym ekranie smartfona po zastosowaniu różnych filtrów i innych trików wyglądają jak z okładki National Geographic – szkoda tylko, że na ekranie komputera tracą na jakości i ukazują całą prawdę tych z pozoru ekstra fotek. I niestety z DS 4 jest trochę podobnie…

Wygląd samochodu to oczywiście nie najważniejsza jego cecha, aczkolwiek nie ma się co oszukiwać, że jest nieistotna. Zwłaszcza gdy markę pozycjonuje się na Premium, która powinna oprócz nowoczesnej technologii zadziwiać właśnie naszą artystyczną stronę jak choćby gust. I oczywiście DS 4 robi to nad wyraz, ponieważ już dawno w aucie nie widziałem takich wizualnych smaczków zarówno wewnątrz, jak i w karoserii samochodu.

O ile do samego kształtu nadwozia, które jest lekko garbate mam kilka uwag to te szczególiki czynią z DS 4 naprawdę niezły dla oka samochód. Po prostu proporcje tego hatchbacka są lekko zachwiane, a dosyć lekko opadający tył oraz wysoko zawieszony zderzak kojarzy mi się z popularnym garbusem. Z przodu jednak połączenie chromem grilla z LEDowymi reflektorami jest mistrzowskim zagraniem. Facjata DS 4 dzięki temu jest bardziej agresywna, a dzięki  mixie kolorystyki czerni i szarości bardzo elegancka. Sam lakier testowanego egzemplarza bardzo do niego pasuje, a przełamanie go sporą ilością chromowanych elementów sprawia, że auto może się podobać.

Uzupełnieniem są na pewno felgi o ciekawym wzorze i barwie. Ich rozmiar (19 cali) odbiera trochę komfortu, ale za to dodaje co nie co do wyglądu. Ciekawostką w nadwoziu auta są chromowane emblematy DS na słupkach B pomiędzy drzwiami oraz wspomniany i zadarty tylny dyfuzor (oczywiście również z chromem). Jedyne co może śmieszyć to tylna wycieraczka, która na dobrą sprawę jest tak mała, że czyści jedynie 1/3 powierzchni szyby. Nad nią jednak widnieje spora lotka (czyt. trochę sportu musi być).

Efekt „magnifique” trwa również po otwarciu drzwi tego francuskiego kompakta. Wówczas przed naszymi oczyma pojawiają się niecodziennie wyglądające skórzane (semianilinowe) i podgrzewane fotele w kolorze camelowym (a co w końcu porównuje auto do Instagrama), które posiadają również funkcję masażu (niestety szybko nagrzewają się na Słońcu) oraz plastiki o ciekawej fakturze, kształcie i różnej barwie. Wizualnym smaczkiem są również czytelne zegary, które możecie podświetlić w różnym odcieniu (zarówno tarcze, jak i elektroniczne cyfry) oraz  przeogromna kierownica, która jest ścięta u dołu, co dla mnie osobiście jest wielką wadą, ale wygląda elegancko.

I wszystko byłoby dobrze gdyby to piękne, francuskie wnętrze nie rozczarowywało podczas kontaktu innymi zmysłami niż tylko wzrok. Szczerze mówiąc wnętrze DS 4 wygląda zacnie i ma coś z Premium, ale niestety cały czar znika gdy dotkniemy niektórych części deski rozdzielczej. Plastiki są po prostu twarde, a skóra pojawia się tylko na fotelach. Szkoda, ponieważ auto ma naprawdę niezłe zadatki na „wyższą półkę”, a z ceną prawie 160 tys. złotych niestety przynajmniej w tym aspekcie trochę rani. Oczywiście spasowanie tych elementów stoi na dobrym poziomie, a ergonomii wnętrza również nie mam nic do zarzucenia (oprócz przycisku start przy podłokietniku), więc gdyby tylko pozory zamienić na rzeczywistość byłoby idealnie.

Z walorów użytkowych w DS 4 warto nadmienić dwustrefową klimatyzację, zestaw HiFi DENON oraz 360-litrowy bagażnik. Wnętrze spokojnie w wygodnych i komfortowych warunkach pomieści czterech przeciętnych osobników. Pozytywnym aspektem jest również kolorowy i dotykowy wyświetlacz z ładnymi grafikami, nawigacją, czytelnymi danymi technicznymi auta oraz odtwarzaczem audio z łącznością BT. Szkoda tylko, że czasem traci połączenie, myli ulice oraz się zacina. Gdyby nie takie „francuskie” wpadki byłby jednym z lepszych systemów, zwłaszcza, że jego obsługa została zdublowana w postaci ładnych klawiszy pod ekranem.  Na plus zaliczyłbym też przycisk hamulca ręcznego, który działa tylko w jednej płaszczyźnie dzięki czemu człowiek nie zastanawia się czy go właśnie zaciągnął, czy spuścił.

Jeśli zgrabnie przeszliśmy już do prowadzenia to godny polecenia jest dwulitrowy silnik wysokoprężny HDI o mocy 181 KM, który znalazł się pod maską testowanego egzemplarza. Jego kultura pracy oraz osiągi przy bardzo ubogim spalaniu są idealnym kompromisem. Nie wierzycie? A jak nazwać spalanie w trasie ok. 5 litrów ON i możliwości rozpędzenia się do 205 km/h (sprint do setki to 8,6 s)? To bardzo dobre osiągi gwarantujące śmiałe poruszanie się po mieście, jak i poza nim (400 NM maksymalnego momentu obrotowego otrzymamy już przy 2 tys. RPM).

Oczywiście gdyby nie, sześciobiegowa i trochę powolna skrzynia automatyczna wyniki mogłyby być lepsze, aczkolwiek EAT6 podczas spokojnej jazdy radzi sobie całkiem dobrze. Gorzej gdy 1420-kilogramowe nadwozie chcemy zabrać na szybkie zakręty. Biorąc jednak pod uwagę dostojność DS 4 i jego zestrojenie zawieszenia można stwierdzić, że auto jest przeznaczone do połykania wielokilometrowych tras. Podróżujący w nim poczują spokój i odprężenie, a standardowy McPherson z belką skrętną da o sobie znać tylko w większych i poprzecznych wyrwach dróg.

Auto po prostu płynie po drodze i może nie jest to poziom S Klasy, ale jak na hatchbacka robi to naprawdę nieźle. Dla uzupełnienia dodam, że DS 4 można kupić już za 85 tys. złotych, a jego spalanie w mieście rośnie tylko do 8 litrów, aczkolwiek zasięg na pełnym baku pozwoli spokojnie pokonać ponad 1000 kilometrów. A nie każdy samochód, nawet po dużym downsizingu i modzie „eko-addicted” to potrafi.

Dlatego też końcowa ocena DS 4 nie należy do prostych zadań. Auto zachwyca designem i nowoczesnym kunsztem kreślarskim projektantów, więc jest idealne do zdjęć i szpanu. Z drugiej jednak strony potrafi czasem rozczarować i mieć swoje kaprysy, a przy tym kosztuje niemało. Czy jest już Premium? O taki wniosek bym się jeszcze nie pokusił, ale na pewno do takiego miana powoli aspiruje.

Konrad Stopa

Fot. Jakub Głąb

PS. I gdyby nie te pozory rodem z „insta”…

Po więcej zapraszamy na www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.