Test Renault Talisman Grandtour 1.6 dCi 130 KM - kompan w podroży

27.10.2017, 14:09 przez Dawid

Gdy przypomniałem sobie, że w tym roku nie byłem jeszcze na urlopie. Wystarczyło parę telefonów i już miałem termin i cel. Trzeba było się jednak jakoś tam dostać – padło na Renault Talisman Grandtour. Czy to było dobra decyzja?

Na pierwszy rzut oka nie mogłem trafić lepiej – duże i wygodne kombi z oszczędnym dieslem pod maską było idealnym wyborem na trasę do Chorwacji. Teoretycznie, więc wybrałem najlepszą opcję, praktycznie było już mniej kolorowo, ale zacznijmy od początku.

Talisman zastępując Lagune wprowadził nowy trend projektowy współczesnych modeli francuskiego producenta. Dzięki temu auto jest świeże i wygląda bardzo nowocześnie. Nawet w „rodzinnym” wydaniu, Talisman zachowuje spójność projektu i może się podobać. To niskie, szerokie kombi w agresywnym wydaniu.

Trudno określić design auta za cechę jego praktyczności, aczkolwiek około 4,9 m długości może na początku sprawiać wiele trudności podczas manewrowania samochodem w wąskich uliczkach. Na szczęście dzięki kamerze cofania oraz czujnikom wokół całego samochodu (do dyspozycji miałem również asystenta automatycznego parkowania) udało mi się nie uszkodzić bordowego lakieru, którym auto było pokryte.

Bordowy lakier wraz z 18-calowymi kolami o ciekawym wzorze sprawiły, że Talisman przypadł mi do gustu. Miałem jednak mieszane uczucia co do przodu auta, w którym zastosowano reflektory do jazdy dziennej (wszystkie światła w Talismanie były w technologii LED) w dziwnym kształcie liter C. Sytuację ratuje spory grill pełny chromu. Tego materiału w sumie nie brakuje w całej karoserii. Z drugiej jednak strony jestem fanem tyłu auta, gdzie przedłużenie tylnych reflektorów na cała klapę bagażnika (nawiasem mówiąc w naszym egzemplarzu otwierana automatycznie) wygląda zjawiskowo, zwłaszcza po zmroku.

Po zmroku ciekawie wygląda też wnętrze samochodu, a to za sprawą różnokolorowego podświetlenia ambientowego. Kilka barw można było zauważyć od podświetlenia nóg, deski rozdzielczej po zegary lub boczki drzwi. Wrażenie psuje trochę zbyt plastikowa deska rozdzielcza, aczkolwiek jest ona wypełniona elektroniką i ciekawymi listwami ze specjalnym dekorem. Materiały są jednak raczej twarde i mogą one o sobie dać znać po przejechaniu kilkudziesięciu tysięcy kilometrów.  . Jednakże podczas intensywnego, urlopowego używania żadne niepokojące dźwięki nie dochodziły do naszych uszu.

Renault Talisman jest nieźle wyciszony - otoczenie oraz szum powietrza nie dochodził do wnętrza podczas autostradowych przejazdów, a to sprawiało, że w aucie było słychać jedynie bardzo dobre nagłośnienie od Bose. Komfort zapewniało również dobre wyposażenie testowanego egzemplarza. Nawigacja, łączność z internetem, dwustrefowa automatyczna klimatyzacja, podgrzewane fotele przednie oraz kierownica to tylko niektóre bajery, które wchodziły w skład wyposażenia Intens. Najbardziej w trasie polubiłem funkcję masażu fotelu kierowcy. Do pełni szczęścia w gorącej Chorwacji brakowało jedynie wentylowanych siedzeń.

Narzekać nie mogę na pewno na brak przestrzeni. Talisman Grandtour to naprawdę spore auto i czuć to we wnętrzu. W pełni komfortowo będzie nim podróżować nawet 5 pasażerów. Ustawny bagażnik z ukrytymi schowkami w podłodze pomieści 572 litry do poziomu rolety, którą oczywiście można złożyć i wyjąć. Gdyby to było mało, do relingów spokojnie można przymocować bagażnik dachowy (w naszym egzemplarzu nie było szyberdachu). Poza tym w aucie jest sporo schowków. Również w podłokietniku pojawił się klimatyzowany pojemnik na 2 butelki.

To co może zaciekawić w środku Talismana to 8,7-calowy tablet systemu R-Link. To w nim skrywa się centrum sterowania samochodem oraz wszystkimi elektronicznymi udogodnieniami. Jego dotykowy wyświetlacz można spersonalizować do własnych potrzeb. Działa dosyć intuicyjnie i przyjemnie na dotyk, przy tym się nie zacinając. Co nim możemy wybrać? Kolor podświetlenia, motyw zegarów lub choćby włączenie ekranu Head-up za kierownicą.

Dzięki opcji Multi-sense możemy dopasować samochód do naszych potrzeb. Pięć trybów jazdy (w tym Perso do własnej konfiguracji) znacznie zmienia działanie samochodu. Zmiany wpływają na zawieszenie, działanie układu kierowniczego czy pracę silnika lub pedału przepustnicy oraz skrzyni biegów. Niestety można również aktywować emulator pracy silnika – nieładnie Renault.

Głosu produkowanego przez silnik nie ma co jednak słuchać, bo pod maską mojego Talismana producent zamontował 130-konny motor diesla o pojemności 1,6 litra. Silnik sprzężono z dwusprzęgłowym automatem EDC o 7 przełożeniach. Połączenie tych dwóch mechanizmów sprawowało się poprawnie, jednak biorąc pod uwagę masę Talismana ten silnik był po prostu za słaby. Dużo lepiej pasowała by tutaj wersja 160-konna.

Trochę opóźniony kickdown oraz przyśpieszenie do setki w 10,8 s przeszkadza w trasie. Zwłaszcza gdy chcemy często wyprzedzać. Taki manewr musimy wcześniej przemyśleć, ponieważ maksymalny moment obrotowy równy 320 NM w tym samochodzie jest po prostu niewystarczający.

Plusem jest za to spalanie. W trasie da się zejść do 5 litrów i nie trzeba przy tym emeryckiej jazdy. W mieście spalanie podskoczy o około 2 litry, więc Talisman odwdzięczył się rachunkami na stacjach benzynowych. Mały minus za pojemność baku -52 litry – w takim aucie mogło być więcej.

Wspomnę jeszcze na chwilę o zawieszeniu. Dzięki Multi-sense, o którym już wspomniałem, samochód może być bardzo miękki lub trochę mniej. Nie nazwałbym Talismana Grandtour autem nastawionym na sport, ale dzięki systemowi czterech kół skrętnych prowadzi się bardzo pewnie. Kierując nim nie trzeba martwić się zakrętami, ponieważ 4Control czuwa i tylna oś nie ucieka, nawet na nierównościach. Zauważalną różnicę czuć jednak przy wyższych prędkościach.

Czas odpowiedzieć na zadane na samym początku pytanie. Czy Talisman był dobrym wyborem? To auto ma wiele zalet – zwłaszcza jego walory praktyczne, które były nieocenione podczas urlopu. Auto zmieściło wszystkie nasze bagaże i w bezpieczny sposób dowiozło nas do celu. Co najważniejsze zrobiło to w miarę komfortowo i bez problemów.

Oczywiście mogło być troszkę szybsze i mocniejsze, ale jest na to rada - inny silnik. Ten egzemplarz w takiej specyfikacji jak na zdjęciach kosztował 150 tysięcy złotych i biorąc pod uwagę co miał na pokładzie, to naprawdę dobra kalkulacja.

Konrad Stopa

Fot. Tomasz Knapik

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2017 CR PLUS Sp. z o.o.