Test Renault Espace – fajny, ale niekoniecznie rodzinny

08.05.2017, 16:33 przez Dawid

Renault, modelem Espace, zaskoczyło rynek motoryzacyjny dwukrotnie. Po raz pierwszy prezentując w 1984 roku pierwszego vana w Europie, który był odpowiedzią na Chryslera Voyagera panującego już wtedy na drogach w USA. I drugi raz w 2014 roku, kiedy to szczęki opadły wszystkim, bo w miejsce praktyczności znanej z czterech generacji tego modelu pojawił się styl. Czy jest to idealny samochód dla rodziny? Sprawdźmy to! 

Na samym początku zaznaczę, że gdy po raz pierwszy zobaczyłem nowe Espace, moja szczęka również opadła, jednak nie w pozytywnym sensie. Wysokie nadwozie, ale małe szyby, dużo blachy, podwyższony prześwit, trochę przerośnięte koła – ni to pies, ni to wydra, coś na kształt świdra, jak lubi mówić moja mama.

Trochę czasu upłynęło zanim odebrałem egzemplarz testowy, a kilka egzemplarzy widzianych na drogach pozwoliło mi się do tego samochodu przyzwyczaić, a może napiszę inaczej pozwoliło mi go zaakceptować. Chociaż uważam, że niekonwencjonalnie wyglądające auto, z pewnością obroni swój wygląd wśród miłośników design, to ciągła pogoń za stylem i modą na crossovery nie zawsze wychodzi na dobre – zwłaszcza użytkownikom. Nie zmienia to oczywiście faktu, że nowy Espace prezentuje się stylowo i nowocześnie. Powiem więcej – wygląda jakby był dopiero, co naszkicowanym prototypem. Kiedyś pociągało to za sobą pewne konsekwencje – wystarczy spojrzeć np. na Forda Focusa I generacji, który z auta oszałamiającego nowoczesnym designem stał się bardzo przestarzały. Ale w czasach, w których 4-letni samochód wydaje się swojemu właścicielowi leciwy, a design zmienia się szybciej niż zachodzi słońce, trudno uznać to, jako wadę.

Niezależnie od tego, co sądzicie o nowym Espace, trudno zarzucić mu, że jest nijaki.

Wyraźnie zarysowany przód z dużym logo producenta oraz grillem, który niczym elegancka biżuteria rozlewa się na boki podkreślając nowoczesne światła wykonane w technologii PureLed, do tego mocno obudowany blachą bok z niedużymi szybami, licznymi zakrzywieniami i modnymi chromowanymi listwami u dołu drzwi, a na deser elegancki tył ze spłaszczoną szybą i głębokim przetłoczeniem po środku klapy. Całość uzupełniają liczne srebrne wstawki. Ciekawie się to prezentuje zwłaszcza spoglądając na poprzednie modele Espace, które prezentowały się o wiele mniej wyraziście. Ale taki Avantime nadal wygląda od obecnego Espace o wiele ciekawiej, prawda?

Po zajrzeniu do wnętrza szybko okaże się, że jest ono mniej przestronne i mniej kosmiczne niż w poprzedniku. Deska rozdzielcza, której panel dotykowy przechodzi w szeroki pas oddzielający kierowcę i pasażera dużo bardziej pasowałaby do średniej klasy kombi, niż do vana, ale nie można odmówić jej atmosfery, którą stwarza. Za kierownicą Espace poczułem się mocno obudowany przyrządami i powiem szczerze, że spodobało mi się to uczucie.

W centrum kokpitu znalazł się 8,7 calowy ekran. Który poza obsługą standardowych urządzeń pokładowych odpowiada za sprawne działanie systemu multimedialnego R-LINK 2. Choć nie jestem maniakiem elektronicznych gadżetów to muszę przyznać, że po dłuższym zapoznaniu się z tym systemem daje radę. Co ważne, producent nie zapomniał o wygodnym pokrętle umieszczonym między fotelami, a zatem w trakcie jazdy o wiele łatwiej ustawić pożądaną funkcję na dotykowym ekranie przypominającym olbrzymi smartfon lub tablet (w testowanym przeze mnie Megane pokrętła nie ma).

Testowany Espace to najbogatsza wersja tego modelu, więc został porządnie naszpikowany elektroniką. Za pośrednictwem ekranu możemy decydować o kolorze oświetlenia ambientowego kabiny (warto przejechać się Espace w nocy – potrafi mocno zaskoczyć żywymi kolorami niemęczącymi oczu), złożeniu któregoś fotela, masażu (średnio wydajny), można też wybrać motyw, kolor czy typ zegarów przed kierowcą. Obsłużymy oczywiście nim także całkiem sprawnie działającą nawigację i 12-głośnikowy system audio. Niestety producent nie przewidział miejsca na odtwarzacz CD-MP3, a zatem płytę można powiesić jedynie na lusterku (pamiętacie jak kiedyś wierzono, że odbija ona fale radarów policyjnych… ? ). Na pocieszenie mamy do dyspozycji 4 wyjścia USB i czytnik kart SD, a samo audio gra poprawnie, chociaż szału tutaj nie ma.

Deska rozdzielcza została zaprojektowana oryginalny sposób i wykonana z dobrej jakości materiałów. Jednak im niżej, tym plastik jest twardszy. Trochę kłuje w oczy brak typowych dla vanów rozwiązań. Nie ma schowków, uchwytów, zaczepów... A jeśli kierowca i podróżujący lubią kawę to niestety muszą pogodzić się z tym, że kubeczki będą trzymać w rękach lub pod tunelem środkowym, w ciężko dostępnych wyżłobieniach. Szkoda.

Renault wyposażyło Espace w trzy rzędy siedzeń, więc możemy ze sobą zabrać szóstkę pasażerów.

Teoretycznie.

Przednie fotele są bardzo wygodne – przyjemnie się w nich podróżuje - aż chce się jechać jak najdalej. Rząd środkowy to trzy niezależne fotele – dobrze wyprofilowane i wygodne, dodatkowo osoby siedzące w tym rzędzie będą miały sporo miejsca na nogi. Niestety ostatni rząd to jakiś żart konstruktorów. Próżno w nim szukać miejsca na nogi i to już przy 174 cm wzrostu (najlepiej wyłoby je sobie wcześniej odrąbać). Istny dramat. Mało jak na vana jest również miejsca nad głowami i to na całej długości samochodu. W poprzednikach było więcej miejsca. W testowanym Espace, w dowolnym miejscu pasażer mający 180 cm będzie miał wrażenie, jakby dach chciał uderzyć go w głowę. Sytuacji nie ratuje ani 680-litrowy bagażnik ani elektryczny mechanizm składania foteli (bardzo wygodny, ale przy -15 stopniach Celsjusza jeden z foteli kompletnie się zaciął i nie chciał się ani przesunąć ani zamknąć w podłodze) ani płaska podłoga po złożeniu 5 foteli. To nie jest van, do czego nadal niektórzy próbują mnie przekonać.

Żeby nie było, że tylko narzekam na wnętrze Espace, to dodam, że należy mu się kilka pochwał – łatwość wsiadania, wygląd, a także to coś, co powoduje, że po prostu lubimy danym autem jeździć. Ta nieuchwytna materia, powodująca, że dany samochód się lubi. Idealnie leżąca w dłoniach kierownica, dobra widoczność i łatwość obsługi każdego niezbędnego do jazdy elementu to duże plusy. Nawet lewarek 6-biegowej skrzyni, który wygląda dość kosmicznie i działa przedziwnie wracając zawsze do tego samego punktu szybko zyskał moją sympatię, chociaż na początku stałem na środku ulicy i nie umiałem włączyć „D”.

Czy zatem Espace jest samochodem zbudowanym bardziej pod kierowcę niż pasażerów?

Kierowca na pewno polubi ten samochód. Nowe Espace w przeciwieństwie do poprzedników nie przypomina w prowadzeniu już statku na wzburzonym oceanie. Prowadzi się pewnie, a w połączeniu z systemem 4Control, dopracowanym przez Renault do perfekcji, nie straszne mu zakręty – oczywiście w ramach zdrowego rozsądku. Jednak nadal trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z dużym vanem i pewnych praw fizyki nie da się oszukać, ale jeśli ktoś jeździł poprzednimi vanami Renault, tutaj będzie mile zaskoczony. Lepsze własności jezdne odbiły się jednak na komforcie. Espace amortyzuje o wiele twardziej niż poprzednicy, ale ma za to w zanadrzu całkiem przyjemny gadżet. Mianowicie system Multi-Sense. Dzięki któremu, podobnie jak w innych nowych Renault, możemy dowolnie zmienić tryby jazdy. Mamy do dyspozycji pięć trybów: Eco, Comfort, Neutral, Sport oraz Perso. Różnica między trybami jest wyczuwalna (rozpiska poniżej), chociaż ja polecam na stałe Comfort.

Testowany model wyposażony został w świetnego diesla o pojemności 1.6 l generującego 160 KM. Przyśpieszenie do setki wynosi 9,9 s, co jest wartością w zupełności wystarczającą, a normalna jazda odwdzięcza się niskim, bo nieprzekraczającym 7l/100 km zużyciem paliwa. Ta niewielkiej pojemności jednostka, praktycznie całkowicie wyparła już świetną dwuliterówkę, ale bez obaw – jest to zbierający bardzo dobre recenzje silnik na łańcuchu, który mimo dość skomplikowanej budowy spokojnie zrobi duże przebiegi. Przekonuje do siebie też bardzo przyjemną charakterystyką pracy i wysokim momentem obrotowym dostępnym na tyle nisko, że wyprzedzanie bez redukcji biegu to żaden problem. Automatyczna, sześciobiegowa skrzynia dwusprzęgłowa EDC pracuje szybko i nie szarpie. Nawet przy dużych mrozach nie zanotowałem ani razu ociągania, które występuje czasami przy mocno przemarzniętym oleju w innych autach.

Silnik ze skrzynią i zawieszenie to duże atuty tego auta, które przekonają kierowcę.

A pasażerowie? Będą zadowoleni ze sposobu przejeżdżania każdego kolejnego kilometra w Espace, ale dla zapewnienia jak najlepszych wrażeń z jazdy, proponowałbym podróż 2+2, ewentualnie 2+3.

Czas przejść do podsumowania Espace. Jeździłem III i IV generacją tego świetnego vana, który przez lata przyzwyczaił nas przede wszystkim do przestrzeni. Nic, więc dziwnego, że zarówno dziennikarze motoryzacyjni jak i sami użytkownicy wpisują obecną, V-tą generację do grupy vanów. Jak pewnie widzicie również ja zrobiłem. Dlaczego, skoro samo Renault nazywa go crossoverem?

Odpowiedź jest prosta. Francuzi, według mnie, źle zdiagnozowali potrzeby użytkowników. Espace sprzedawał się dobrze i nawet dziś na rynku wtórnym trudno o znalezienie wartego zainteresowania egzemplarza – samochody te sprzedają się szybko jak ciepłe bułeczki. Dzieje się tak, dlatego, bo ludzie potrzebują vanów, żeby wozić rodzinę na wakacje, materiały na budowę, lodówkę ze sklepu. Crossover, czyli ptak nielot, który ani nie wjedzie w teren, ani nie zabierze na pokład żony, trójki dzieci, psa i syna sąsiadów jest bezsensowny.

I tak tym smutnym akcentem dobrnęliśmy do końca…

Chociaż… Mam dla Ciebie propozycję. Potrzebujesz vana? Kup IV odsłonę Espace z dwulitrowym dieslem (1.9 unikaj jak ognia) lub trochę starszą i tańszą z silnikiem 2.0 T, która świetnie jeździ na LPG. Za pieniądze, który Ci zostaną możesz udać się do salonu po bardzo przyjemne w jeździe na co dzień Renault Megane GT. Mam dobrą wiadomość – jeszcze zostanie Ci trochę pieniędzy na serwis używanego auta i ubezpieczenie obu. A zatem? 

Adam Gieras

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2017 CR PLUS Sp. z o.o.