Test Seat Leon Cupra 300 KM - jeszcze lepszy

23.01.2018, 12:11 przez Dawid

Stara motoryzacyjna maksyma mówi, że ponad 200 KM w samochodzie przednionapędowym, to głupota.  Aktualnie warm-hatche mają już więcej mocy, a hot-hatche dochodzą nawet do 300 KM. Doskonałym przykładem jest nowy Seat Leon Cupra, którego ostatnio oswajałem.

Po zeszłorocznym teście wersji 290 konnej z kufrem miałem wiele wątpliwości. Za oknem może nie leżało pół metra śniegu i nie było wielkiego mrozu, ale problemy z trakcją tamtej wersji pamiętam do dziś. Obawiałem się, że Leon po liftingu z jeszcze większą mocą spotęguje ten kłopot i będzie nie do poprowadzenia. Jednak bardzo miło się pomyliłem…

Testowana wersja SC (czyli 3D) w nowym nadwoziu po liftingu, dobrze wygląda, ale przede wszystkim niesamowicie jeździ. Inżynierowie Seata wzbili się na szczyty, żeby zrobić auto, które zachwyca nie tylko na papierze, ale też w rzeczywistości. Otóż nowy, 300-konny Leon nie chce zabić przy ruszaniu, ani też podczas przejazdów przez zakręty i to jego największa zaleta.

Co za to odpowiada? Dobrze działający elektroniczny mechanizm różnicowy, który potrafi genialnie dohamować odpowiednie koło. Do tego precyzyjny układ kierowniczy bez zbędnego wspomagania (jego siłę można regulować) oraz dobrze zestrojone zawieszenie. W końcu VAGowskie DCC to bardzo dobry system sprawiający, że samochód świetnie jeździ, ale też potrafi być komfortowy.

I to właśnie ta cecha, to druga spora zmiana. Leon SC w komfortowych ustawieniach nieźle tłumi nierówności. Oczywiście jak na samochód sportowy, a nie przeciętny kompakt. Na 19-calowych felgach z niskoprofilowymi oponami czasem odczujemy na swojej skórze pewne ubytki drogi, ale tego już nie da się uniknąć. Chodzi o to, że nawet w trybie Sport lub Cupra auto nie wybija zębów podczas miejskich przejażdżek.

Co jeszcze bardzo przypadło mi do gustu w testowanym aucie? Raczej nie cena, chociaż 150-160 tysięcy złotych za dobrze doposażony samochód, a co ważniejsze – nieźle jeżdżący wóz, może wydawać się ceną akceptowalną. W końcu hot-hatche nigdy tanie nie były, a z paru opcji można zawsze zrezygnować.

Wracając do zalet. Zawsze uważałem, że w rasowym aucie silnik powinno być słychać, a jak nie on to przynajmniej wydech. Cupra spełnia te wymagania w połowie. Z dwóch końcówek rur wydechowych leci niesamowita melodia. Wszystko zależy jednak od przełożeń 6-biegowego DSG (błyskawicznego nawiasem mówiąc, chociaż szkoda, że nie ma nowego DSG7 – na szczęście są manetki). Wszystko co dobre ma miejsce powyżej 3 tyś. RPM. Podczas zmiany biegu na wyższy słychać fajny pomruk, a przy redukcjach i odpuszczaniu gazu piękny bulgot. Dla mnie to idealny kompromis, bo Seat wziął co dobre z Audi i VW.

Jeśli lubicie rozkoszować się takim dźwiękiem to elektryczny szyberdach jest bardzo wskazany – idealnie wtedy słychać to o czym piszę (testowany Seat go posiadał). Przy zamkniętych oknach zagłusza nas sztuczny dźwięk z systemu audio, który jest tak głupi, że aż irytuje. Tak samo jak system Start&stop – rozumiem – ekologia, ale są chyba modele, w których można sobie to odpuścić.

Na całe szczęście dobry jest system Launch Control. Fakt wymaga kilku ruchów (choćby przełączenia ESP i DSG na tryb sport). Wówczas potrzebna jest praca dwóch nóg, lewa na hamulec, prawa na gaz i przyspieszenie wciska w fotel (który jest nota bene, bardzo wygodny i nieźle trzyma na zakrętach). Konkretnie mówiąc do pierwszej setki jest to 5,6 sekundy (o sekundę gorzej niż Golf R).

Najwyższy chyba czas przejść do wad oraz przysłowia ze wstępu. Fizyki nie da się oszukać i Seat Leon ciągle ma spore kłopoty z trakcją. Na szczęście jedynie podczas gwałtownego przyśpieszania. Jednak są one tak spore, że Cupra nawet przy 100 km/h potrafi jeszcze przyboksować. Mając  na uwadze, że w naszym klimacie rzadko kiedy jest sucho, a i drogi nie należą do najrówniejszych to efektywny start tym autem jest naprawdę ciężki.

Gdy jednak przekroczymy te 100-120 km/h, samochód bardzo płynnie rozpędza się nadal. Graniczną prędkością jest 250 km/h. Niebezpiecznie szybko auto pokonuje prędkości ograniczone prawem, więc naprawdę trzeba uważać dociskając prawą stopę.

Wróćmy jednak na ziemię i sprawdźmy jak z praktycznością Leona. Trzydrzwiowe nadwozie bardzo mocno ją ogranicza. Owszem pod klapą bagażnika znajdziemy 380 litrów pojemności, a z tyłu siądzie 2 osoby, ale muszą być niewysokie i mniejszej postury. Plus za ergonomią i prostotę obsługi oraz materiały – alcantara na boczkach drzwiowych to niezły pomysł. Minus za twarde i ciemne plastiki.

Co ciekawe lifting przyniósł Seatowi, tak jak braciom, nowy system infomedialny. Nie jest on dosłowną kopią, a szkoda, ale 8-calowy wyświetlacz dotykowy ma nowe atrakcyjne grafiki. Zmniejszono ilość przycisków, przez co czasem trzeba się przekopać przez pewne funkcje, ale wszystko jest dość oczywiste. Nie rozumiem jednak skrótu klawiszowego do Fulllinka (mirrorlinka) – bo wiele telefonów z nim przecież jeszcze nie działa.

Właśnie takie dodatki bardzo podbiły cenę testowanego egzemplarza. Oczywiście podgrzewane siedzenia, kamera cofania, nawigacja, Jukebox (dysk HDD na muzykę) czy systemy bezpieczeństwa, jak aktywny tempomat z systemem trzymania w pasie ruchu to wygórowane pozycje w cenniku, ale bardzo mile podnoszą komfort podróży i bezpieczeństwo zarazem.

Moim skromnym zdaniem mile dla oka robi się patrząc na samochód z zewnątrz. Wybranie białego lakieru kontrastującego z czarnym dachem i felgami, pod którymi kryją się czerwone zaciski jest może mało oryginalne, ale ładne. Szkoda tylko, że brudził się częściej niż dywan w dziecięcym pokoju.

Trzydrzwiowe nadwozie jest kompaktowe i spójne – przypomina trochę Ibizę. . Z przodu pojawiły się nowe reflektory (diodowe) oraz flaga rajdowa na grillu. Na klapie bagażnika standardowo już znalazł się duży napis Cupra z emblematem 300. Taka informacja dla tych, których właśnie wyprzedziliście. Nad napisem bardzo dyskretna lotka, no bo jak to sportowe auto bez żadnego spoilera?

Podsumowując. Muszę przyznać, że nie sądziłem, że nowy Leon aż tak bardzo mi się spodoba. Duża w tym zasługa zmian względem wersji 290-konnej oraz jeszcze starszej, 280-konnej. Dobrze znałem bolączki tamtych aut, dlatego też teraz jeszcze bardziej odczułem progres, nie chodzi tu jednak o dodanie 10 koni mocy. Moja subiektywna ocena jest taka, że Leon daje więcej frajdy niż Peugeot 308 GTI czy Skoda Octavia RS.

A spalanie? No cóż, w mieście na spalanie niższe niż 12-13 litrów nie ma nawet co liczyć. Trasa – minimum 10 litrów, a bak 50 litrów pojemności.

Konrad Stopa

Fot. Grzegorz Wawryszczuk

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.