Test Dacia Sandero 1.0 75 KM - w cenie dodatków

07.02.2018, 13:27 przez Dawid

Ceny nowych samochodów cały czas rosną. Dotyczy to prawie wszystkich marek i większości modeli. Są jednak ostatnie bastiony rozsądku, często zresztą niepotrzebnie wyśmiewane przez innych, które kosztują tyle co komplet kół z felgami do auta premium. Jednym z nich jest Dacia Sandero.

Obecnie nowe samochody kosztują zdecydowanie za dużo i mając aktualny przegląd aut z różnej półki cenowej, stwierdzam, że często nie są warte tych pieniędzy. Nie ma co wymieniać przykładów, ale samochodów dobrych i tanich nie ma zbyt wiele. Czy testowa Dacia zalicza się do tej jakże rzadkiej grupy? Moim zdaniem -tak!

Odbierając granatową Dacię przed wyjazdem sylwestrowym, łapiąc za klamkę i trzaskając drzwiami usłyszałem taki zgrzyt blachy, że aż skrzywiłem usta. Dziś, po tygodniowej przygodzie oraz kilkuset kilometrach, stwierdzam, że są rzeczy, na które warto przymknąć oko, ponieważ hierarchia wartości w autach budżetowych jest trochę inna. Powiem więcej - zdążyłem Dacie polubić. Dlaczego?

Najtańsze Sandero kupimy w salonie za niecałe 30 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę, że za taką kwotę otrzymamy auto, które jeździ, skręca i hamuje i niewiele więcej można być podejrzliwym. Testowy model kosztował 12 tysięcy więcej, ale zmieniał obraz Dacii o 180 stopni.

Ponieważ w dodatkach do dyspozycji miałem takie rarytasy jak 7-calowy wyświetlacz dotykowy z nawigacją, łącznością Bluetooth i wejściem na USB oraz kamerą cofania i czujnikami parkowania było czym zaszaleć. Do tego manualna klima, tempomat, elektryka szyb i komputer pokładowy i co najważniejsze 15-calowe pełnoprawne koło zapasowe. To rzadkość w nowoczesnych autach. I tak szczerze - co więcej przeciętnemu kierowcy jest potrzebne do szczęścia?

Racja, kołpaki zamiast alufelg na nowym aucie nie wyglądają dobrze, a grubość blachy Sandero przypomina bardziej plasterki sera niż gruby metal, ale takie rzeczy mają miejsce także u innych producentów.

Podobnie jest we wnętrzu. Każdy materiał jest twardy, ciemny i nie wygląda designersko, ale wszystko jest na swoim miejscu, jest bardzo ergonomiczne i łatwe w obsłudze. To właśnie tutaj widać oszczędności, ale nie jest aż tak, że kłują w oczy. We wnętrzu za to nie brakuje miejsca. Przednie fotele nie są najwygodniejszymi z jakimi miałem do czynienia ale dzięki niskiemu tunelowi centralnemu można śmiało się rozsiąść.

Z tyłu wygodnie będzie podróżować 2 pasażerów, nawet wysokich, bo linia dachu w aucie poprowadzona jest dość wysoko. Za ich plecami znajdziemy 320-litrowy bagażnik z wysokim progiem załadunku. Nie jest to wielkość rekordowa w tym segmencie, ale pomieści sporo, a i zawstydzi nawet większe kompakty.

Biorąc pod uwagę schowki należy wyróżnić spory przed pasażerem z przodu oraz duże kieszenie w drzwiach. Brakuje lepiej zabezpieczonych otworów na drobiazgi, bo te są płytkie i łatwo coś zgubić.

Nowe Sandero to prosta konstrukcja i może nie będzie zdobywało nagród za najładniejszy projekt wizualny, ale za to nie kłuje w oczy. Co ważne wygląda na droższe niż jest w rzeczywistości. Głównie dzięki nowoczesnym reflektorom (przednie posiadają LED-y do jazdy dziennej), które przypominają droższe auta.

W tym samochodzie najbardziej obawiałem się silnika. Jednolitrowa jednostka o mocy 75 KM mogła nie wystarczyć na górskie szlaki, gdzie miałem wybrać się na Sylwestra. 3 cylindry w tym motorze nie czynią z Dacii auta sportowego, ale dla dwójki pasażerów z walizkami zdecydowanie wystarczy. Na strome podjazdy i komplet pasażerów mocy już niestety brakowało.

Ważniejszą kwestią jest jednak fakt, że ten downsizing rumuńskiej marki ma swoje zalety. Owszem auto rozpędza się jedynie do 158 km/h czyniąc w środku hałas, który mogę porównać do jazdy starym tramwajem i trzeba je żyłować naprawdę wysoko, lepiej nie patrząc na obrotomierz, by uzyskać odpowiednią dynamikę, ale… patrząc na spalanie, buzia sama się uśmiechała. Zazwyczaj ostre traktowanie silnika małolitrażowego bardzo negatywnie odbija się na spalaniu. W Sandero jazda po mieście lub autostradzie to 6 litrów, a w trasie - spokojnie poniżej 5. Mając do dyspozycji 50 litrowy bak, jesteśmy pewni, że rzadko będziemy odwiedzać stacje benzynowe. Nadal za dużo? Sandero dostępne jest również z fabryczną instalacją LPG.

Pewne zastrzeżenia mam do pięciobiegowej manualnej skrzyni biegów. Nie brakuje tu 6 biegu, ale lewarek działa tak skokowo i wydaje się być tak lichy, że za każdym razem gdy wbijałem jedynkę, miałem wrażenie że go wyłamałem. I jest to kolejny dowód oszczędności, bo mechanika tego osprzętu pewnie pamięta historie z wcześniejszego wieku.

Nieźle działa układ kierowniczy. Nie sprawia on problemów, czuć w nim lekki opór, a manewrowanie Sandero to nie kłopot. Podobne odczucia mam co do zestrojenia zawieszenia. W mieście samochód wybiera mniejsze nierówności, a w trasie nie ucieka z wyznaczonego pasa ruchu.

Jednak jak wspomniałem na początku na pewne rzeczy można przymknąć oko,a  do drugich trzeba się po prostu przyzwyczaić. Nie można wszystkiego tuszować kwotą, bo Sandero może kosztować nawet 55 tysięcy złotych, ale biorąc pod uwagę wersję, którą miałem do dyspozycji jestem tolerancyjny. I co najważniejsze, w tym samochodzie nie ma przymusu, to po prostu pozytywne rozczarowanie, bo moje obawy nie znalazły odniesienia w rzeczywistości, więc na drugi samochód brałbym Sandero bez wahania.

Nie rozumiem tylko jednego przycisku, który znalazłem pod kierownicą. Pojawił się na nim zielony napis ECO. A czy trzycylindrowa jednostka (max moment obrotowy równy 97 NM) nie jest już „ecofriendly”? Przyznaję się bez bicia, że wolałem nie ryzykować i go nie wcisnąłem – bałem się, że zgaśnie i już nie odpali.

A tak poza tym – Dacię oceniam bardzo na plus!

Konrad Stopa

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery


Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.