Test Renault Clio Grandtour - kombi nie musi być duże

13.03.2017, 16:09 przez Dawid

Samochody kombi nie mają łatwego życia. Muszą zajmować mało miejsca, oferować dużo przestrzeni, a do tego jeszcze ładnie wglądać. Chyba właśnie takie znalazłem… Renault Clio Grandtour spełnia wszystkie te wymagania.

Pakiet GT Line wyraźnie zmienia wygląd Clio. Nie wiem, dlaczego, ale Clio w tej wersji kojarzyło mi się z owadem, mimo, że nie było żółte (może to po prostu efekt zbyt dużej ilości pracy). Testowany egzemplarz pomalowano na granatowy kolor, nadwozie uzupełniono matowymi, plastikowymi zderzakami i podobnymi nakładkami. Pakiet GT Line to m.in. ciekawe 17-calowe felgi, wykonane ze stopów lekkich, kilka spojlerów, przeprojektowane zderzaki oraz chromowana końcówka wydechu. Całość wraz ze wspomnianym kolorem nadwozia wygląda naprawdę sportowo i atrakcyjnie. Najlepszy jest jednak fakt, że 4,3-metrowe nadwozie z dużym bagażnikiem jest foremne i spójne.

Na dużą pochwałę zasługują znane już z innych modeli Renault LED-owe reflektory, które świetnie wyglądają układając się w przechyloną literkę C. Może właśnie one spowodowały, że pomyślałem o insektach... ale, zostawię już ten wątek.

Pakiet stylistyczny dość mocno modyfikuje również wnętrze. Z przeciętnego mieszczucha francuski samochód dzięki specjalnej tapicerce przeszytej niebieską nicią wydaje się być bardziej oryginalny. Kolor niebieski pojawia się również na kierownicy, nawiewach oraz gałce zmiany biegów. Co ważne gdzieniegdzie pojawia się nawet prawdziwe aluminium… szkoda tylko, że w zimie jest bardzo nieprzyjemne w dotyku.

Poza tym Clio wyposażono w czytelną, lecz ciemną deskę rozdzielczą z elementami plastiku o błyszczącej fakturze. Same materiały użyte do wykończenia wnętrza są ok, ale ich spasowanie mogłoby być lepsze. Nie dotyczy to jedynie skórzanej kierownicy oraz kubełkowatych (trochę wąskich) foteli, które jednak wraz z podgrzewaniem foteli (zbyt mocne) są wygodne i znośne nawet w długich podróżach.

Jeśli chodzi o przestrzeń, to Clio Grandtour pomieści bez problemu 4 pasażerów, chociaż miejsca na nogi w tylnej kanapie może brakować przy wyższych podróżujących z przodu. Lekko opadająca linia nie powoduje braku miejsca nad głową, zwłaszcza, że w testowanym egzemplarzu nie było dodatkowego okna dachowego.

Kufer ma 400 litrów pojemności i choć nie jest to oszałamiający rezultat, to szeroki otwór wraz z niskim progiem załadunku pozwalają na łatwe wpakowanie rzeczy do środka.  Irytująca może być tylko krótka i licha roleta, ale w końcu to jeden z mniejszych modeli francuskiej marki.

Na duży plus wyposażenie testowanego egzemplarza oraz czytelny system R-link 2. Oprócz nawigacji, czy kamery cofania mamy tutaj do dyspozycji m.in. tempomat, łączność Bluetooth i wspomniane audio stojące na wysokim poziomie.

Szkoda jednak, że te wszystkie wizualne smaczki nie niosą za sobą nic oprócz designerskiego zachwytu. Pakiet GT Line to takie małe oszustwo. W sensie auto wygląda lepiej niż jeździ, a na pierwszy rzut oka pozory zapowiadają coś fajniejszego. Mimo wszystko nie neguję jednak tego trendu, bo Clio RS nie jest dla każdego, a ktoś może chcieć mieć bardziej agresywne Renault Clio. Kompromisem jest tylko pakiet wizualny, bo wersji GT w Clio nie uświadczycie.

Pod maską testowanego modelu producent zamontował turbodoładowany silnik benzynowy 1.2 o mocy 118 KM. Jest to najmocniejsza odmiana tego silnika TCe. Silnik sprzężono z skrzynią automatyczną EDC. Niestety sześciobiegowa dwusprzęgłówka działa z tym motorem przeciętnie.

Takie sobie jest też spalanie Clio Grandtour. W zależności od preferowanego stylu jazdy dość mocno się waha. W trasie można zejść do 6-7 l/100km. W mieście w trakcie normalnej jazdy spalanie wzrasta do 9-10 litrów. Biorąc pod uwagę 45-litrowy zbiornik zasięg auta nie jest spory.

Silnik śmiało rusza do przodu i dobrze radzi sobie z tym nie najcięższym samochodem( ledwie tona masy).  Dobrze nadaje się do miasta jak i w dłuższe pozamiejskie wypady. To dobra wiadomość nie tylko dla pędzących przedstawicieli handlowych, ale także dla rodzin. Radzę jednak nie przeładowywać znacznie Clio, bo jego osiągi znacznie spadają. Nawiasem mówiąc prędkość maksymalna wynosi 192 km/h, a setkę osiągniemy po 9,6 sekundy.

Komfort jazdy psuje trochę zawieszenie. Zwłaszcza z 17- calowymi kołami. Czuć dokładnie po jakiej nawierzchni obecnie podróżujemy. Nie jest to jednak ciągły problem, a jedynie sporadyczne utrudnienie.

Poza tym, Clio w pakiecie GT Line to niezłe auto, wyróżniające się z pozostałych modeli Renault. Jednak fajniejszy wygląd to i większy koszt zakupu. Tak doposażony egzemplarz kosztował prawie 90 tysięcy złotych, a to prawie podwaja bazową kwotę za ten model. Renault Clio w standardzie możemy dostać już za połowę tej kwoty.

Czy warto zatem dopłacić? Z jednej strony tak, z drugiej jednak lepiej w konfiguratorze nie szaleć. Nie ma co się na pewno bać tego, że to kombi, nadwozie rodzinne temu auto w niczym nie przeszkadza.  Wręcz przeciwnie, nawet zauważam sporo plusów mimo, że w bagażniku nie ma 600-litrów pojemności.

Mam nadzieję, że taki wniosek to nie kwestia mojego starzenia, a jedynie dobrego produktu francuskiej marki!

Konrad Stopa

Fot. Rafał Kaim

źródło: www.motopodprad.pl 

Dodaj komentarz

Ogłoszenia motoryzacyjne

Marka:
Model:
ogłoszeń

Facebook

Najciekawsze oferty

Premiery

Aktualności

Copyright © 2018 CR PLUS Sp. z o.o.